Porcelanowa cera z Revers

Porcelanowa cera z Revers

  Cześć dziewczyny! Wam też te upały tak dają się we znaki? Dziś kiedy wróciłam ze spaceru i spojrzałam w lustro- to się przeraziłam. Włos rozwiany, twarz błyszcząca, zaczerwieniona- oj, nie wyglądało to zachęcająco. Żadne filtry z Instagrama by nie pomogły- nad czym ubolewam!
Niedługo czeka mnie ważne rodzinne przyjęcie i jeśli będzie tak upalnie, to o porcelanowej cerze nie mam co marzyć......chyba, że użyję podkładu!
Jakiś czas temu recenzowałam kosmetyki Revers, moja opinia była w większości pozytywna. Dlatego szukając i testująć odpowiednie kosmetyki, bez wachania postawiłam na ich matujący podkład. Od ostatniego naszego spotkania minęło kilka miesięcy, a okazało się, że wprowadzili sporo nowości i mogą spokojnie konkurować z czołowymi producentami!



 Wybrałam sobie podkład z serii Ideal Matt o odcieniu nr 15 (dostępne jeszcze Ideal Cover, Ideal Lift). Idealnie sprawdzi się do cery normalnej, tłustej i mieszanej. Na co dzień rzadko używam tego typu kosmetyki, jestem zwolenniczką trendu nomakep, ale czasami chcę wyglądać perfekcyjnie!




Szklany, przeźroczysty flakon pozwala na weryfikację odcienia jak i ilości kosmetyku, który nam pozostał. 
Uwielbiam pompki w podkładach- łatwo nałożę kolejną porcję, bez brudzenia całego opakowania. Plus za naprawdę ładne opakowanie!



  Fluid nakładam gąbką, Revers nakłada się wyjątkowo przyjemnie. Zapach standardowy jak dla tego rodzaju kosmetyków, szybko wietrzeje. Aksamitna formuła dobrze się rozprowadza i nie powoduje smug. 
Ideal Matt stapia się ze skórą wyrównując jej koloryt i nadając matowe wykończenie. W dotyku skóra jest satynowa i się nie lepi- kolejny plus! Mam problem z rogowaceniem okołomieszkowym i w okolicach żuchwy często moja skóra jest przesuszona i z widocznymi nierównościami.
Dzięki wzbogaconej formule podkład, nie tylko koryguje, ale przede wszystkim pielęgnuje. Przy testach nie używałam żadnego kremu jako bazy, a pomimo to nie podkreślał suchych skórek.
Dał sobie radę w trakcie upałów, jak i okresu dużej wilgotności powietrza. Nie spływa, nie roluje się i nie tworzy grudek na skórze.
Spokojnie wytrzymał 12h. Nie zauważyłam by zapychał mi cerę. Po dłuższym używaniu innych firm; często swędziała mnie twarz, a po demakijażu wrażliwe rejony były zaczerwienione.
Tutaj tego nie odczułam.





 Teraz kwestia przypomnienia; podkład ma za zadanie tuszować niedoskonałości. Nasza cera ma być idealna- zmatowiona i o równym kolorycie. Tak, wygląda dobrze dobrany podkład- odcień stapia się ze skórą. Nie tworzy efektu maski.
Serdecznie polecam, zwłaszcza, że za cenę 19zł otrzymujemy 30ml- dla mnie bomba! 
Do kupienia tutaj!



 
'Dziewczyna, którą kochałeś'- Jojo Moyes (recenzja)

'Dziewczyna, którą kochałeś'- Jojo Moyes (recenzja)

  Drogie Panie:) Dziś zapraszam na ucztę z wydawnictwem Znak i kolejne spotkanie z Jojo Moyes, autorką serii o Lou Clark  (Zanim się pojawiłeś , Kiedy odszedłeś , Moje serce w dwóch światach).
Wiele z was pisało, że nie lubi ckliwych historii- dlatego zachęcam sięgnąć po tę pozycję. Głownym bohaterem jest obraz- portret młodej kobiety! To wokół niego toczy się cała fabuła.



  Powieść prowadzona jest dwutorowo; teraźniejszość miesza się z przeszłością. Naszą podróż zaczynamy od współczesności. Londyn. Obraz wisi na ścianie w domu Liv, dla której jest wyjątkowy- gdyż to prezent od jej zmarłego męża. Jest to prawdopodobnie najcenniejsza rzecz jaką ma, nie tylko jeśli chodzi o wspomnienia, ale takze ze wzglęgu na piętrzące się zobowiązania finansowe. 
 Kiedy powoli życie zaczyna się jej układać, na jej drodze staje nie nic innego jak- obraz!
Rodzina autora, próbuje go odzyskać. Liv dzielnie walczy o obraz; symbol miłości jej męża i kiedy chce zrezygnować i czuje, że przegra.....wydarza się coś co sprawia, że zmienia swoje nastawienie.
 Przeszłość. Francja. Początki XXw. Sofie wbrew prośbom męża jedzie do siostry kiedy on wyrusza na front. Najcenniejsze co ze sobą zabiera to obraz, a dokładniej jej portret. Jest to przedmiot bezcenny, ponieważ namalowany przez jej męża. 
Zawierucha wojenna dociera do miasteczka i zostaje ono pod okupacją Niemców. Głodowe porcje żywnościowe, terror to codzienność. A gdyby tego było mało, obie siostry codzinnie muszą gotować niemieckim oficerom i patrzeć na rarytasy- kiedy całe miasteczko przymiera głodem.
Jeden z oficerów wyjątkowo interesuje się Sofie, co sprowadza gniew i nieufność wśród mieszkańców miasteczka. Jedyne co pomaga dziewczynie, to myśl o mężu i jego miłości, czego namacalnym dowodem jest portret.  Jednak pojawia się ktoś jeszcze, dla kogo jest łasym kąskiem, a w zamian proponuje informacje. Czy Sofie tak pragnąca odnaleźć ukochanego będzie w stanie ponieść najwyższą cenę i zdradzić tę miłość? Jak dużo jest w stanie zapłacić, za niepewne informacje?


 Jojo Moyes znowu nie zawodzi. Nie jest to ckliwa powieść. Studium zachowań ludzkich i niesamowita wiara w drugiego człowieka. Dzięki zastosowanej retrospekcji zdarzeń i przeplataniu się naprzemiennym historii, żaden szczegół nie umknie naszej uwadze. Poznajemy najpierw aktualne wydarzenia, by za chwilę poznać ich genezę.
Z każdym rozdziałem budowane jest napięcie. Nie ma tu ckwilej historii; chociaż wszystko krąży wokół wątku miłosnego.  Będziecie odczuwać smutek, złość i rozczarowanie- ale każda strona będzie satysfakcjonująca.
Dialogi jak zwykle na najwyższym poziomie aż miło się czyta. Książka wciąga na długie godziny.
Polecam ;)


Hydro wzmocnienie dla twojej skóry od Neutrogena

Hydro wzmocnienie dla twojej skóry od Neutrogena

  Z roku na rok rośnie świadomość konsumentów- i to się chwali- zaczynamy czytać składy, patrzeć na certyfikaty i ogólnie rzec można jakość.
Jeszcze jakiś czas temu sama używałam kometyków przypadkowych. To co udało kupić mi się na promocji, to co dostałam lub czego reklama mnie zainteresowała. Zmiana nastąpiła kiedy pomimo używania 'dobrych kosmetyków' (w końcu w każdej reklamie tak twierdzą), moje problemy z rogowaceniem okołomieszkowym się nasiliły. Swędziały mnie całe ramiona, plecy i żuchwa. Dodatkowo pojawiły się zaczerwienienia, niedoskonałości, a skóra zaczęła się łuszczyć.  
  Teraz na co dzień używam naturalnych kosmetyków, to daję także szansę tym robionym na masową skalę przez koncerny.  Nieufnie podchodziłam do kampanii Neutrogeny na platformie Streetcom. 
Kiedy w końcu dotarła do mnie paczka (przeboje z kurierami to już hit!) przeleżała kilka dni zanim znalazłam czas by przejrzeć skład. Kiedy to zrobiłam czym prędzej przystąpiłam do testów, bo skład obu kosmetyków jest fenomenalny!
Kwas hialuronowy, który wzmacnia nawodnienie skóry przez nawet 24h.
Niekomedogenne silikony (nie powodują zaskórników), emolienty i lipidy, które tworzą warstę zapobiegającą nadmiernemu odparowaniu wody. Oliwka europejska mocno nawilża i dodaje wisienki na torcie calej serii.
Do utrwalenia użyto trzech bezpiecznych konserwantów (uzywane przez eco firmy jak Yope).






Neutrogena® Hydro Boost® Water Gel Nawadniający żel do cery normalnej i mieszanej  


Skład: Aqua, Dimethicone, Glycerin, Dimethicone/Vinyl Dimethicone Crosspolymer, Sodium Hyaluronate, Ethylhexylglycerin, Dimethiconol, Cetearyl Olivate, Sorbitan Olivate, Laureth-7, C12-14 Pareth-12, Polyacrylamide, Dimethicone Crosspolymer, Carbomer, C13-14 Isoparaffin, Sodium Hydroxide, Phenoxyethanol, Chlorphenesin, Methylparaben, Benzoic Acid, Parfum, CI 42090.


  Uwielbiam ten krem już od pierwszego użycia! Najpierw skorzystałam z próbki 1ml, która wystarczyła na twarz i dekold- więc jestem zaskoczona wydajnością. Konsystencja jest aksamitna i lekka, nie zatyka porów. Żelowa formuła pozwala na łatwe i wygodne rozprowadzenie kosmetyku.
Nie dość, że wchłania się ekspresowo to się nie lepi- po prostu ideał! Pozostawia jednak nawilżający film, który ma chronić przed znaczną utratą wody.Od samego początku poczułam jak moja skóra robi się miękka i sprężysta, zmarszczki zostały optycznie wygładzone. Efekt nawilżenia utrzymywał się jeszcze długo- dzięki formule z kwasem hialuronowym producent gwarantuje 72h nawilżenie.
  Przy dłuższym stosowaniu widzę znaczącą poprawę sprężystości i rozświetlenie cery. Efekt widać szybko- tak naprawdę natychmiastowo.
Tak dobrego kremu nie miałam i na pewno zostanę przy nim na stale.
Cena ok 50zł za 50ml- jak dla mnie warto, zwłaszcza, że wystarczy na ok 1.5 miesiąca.


 
Żelowy balsam do ciała Neutrogena® Hydro Boost®

Skład: Aqua, Glycerin, Isopropyl Palmitate, Petrolatum, Cetyl Alcohol, Dimethicone, Sodium Hyaluronate, Ethylhexylglycerin, Caprylyl Glycol, Cetearyl Olivate, Sorbitan Olivate, Carbomer, Sodium Polyacrylate, Sodium Hydroxide, Tocopherol, Phenoxyethanol, Parfum, CI 42090.

 W przypadku balsamu miłość dla tej nowej serii tylko się wzmocniła. Orzeźwiająca, lekka formuła. Żelowa, aksamitna konsystencja daje się bez problemu rozsmarować. Jeszcze nie miałam kosmetyku, który tak lekko i tak łatwo aplikuje się na skórę. Wchłania się ekspresowo- skóra po prostu go pije. Delikatny, świeży zapach przynosi ukojenie.
 Nawilżenie i wygładzenie czujemy od razu, zaraz po użyciu i zostaje z nami na długi czas. Podoba mi się, że efekty są od razu i przy regularnym stosowaniu widać poprawę jędrności i napięcia skóry.
  Uwielbiam kosmetyki z pompką- łatwo odmierzyć potrzebną ilość i nie brudzimy całego opakowania kiedy potrzebujemy kolejnej porcji kremu.
Podsumowując polecam całą serię dostępną w sieci Rossmann. Zwłaszcza, że aktualnie trwa promocja i duży balsam (400ml) kosztuje 19,99!!!



"Moje serce w dwóch światach' Jojo Moyes (Recenzja)

"Moje serce w dwóch światach' Jojo Moyes (Recenzja)

   Drogie Panie:) Jeśli jeszcze nie znacie Zanim się pojawiłeś i Kiedy odszedłeś to trzeba prędko nadrobić te braki, ponieważ niedawno, dzięki Wydawnictwu Znak  na polskim rynku pojawiła się trzecia część serii Moje serce w dwóch światach.
Jeśli ktoś myśli, że będą to odgrzewane kotlety i ma już doświadczenie, że każda kolejna część jest gorsza od pierwszej to jesteście w błędzie! Jojo Moyes i tym razem nie zawodzi.










  Dzięki Nathanowi urocza Lou wyrusza aż do Nowego Yorku gdzie czekają na nią nowe wyzwania. Zostaje zatrudniona jako asystentka żony bogatego biznesmena i musi znowu przystosować się do specyficznych wymogów swojego szefostwa. 

Otwierają się przed nią nie tylko wrota do miejsc dostępnych tylko dla śmietanki towarzyskiej, ale także do rodzinnych sekretów.
  Nowy York pochłania Lou. To miasto tętni życiem, a ona próbuje mu sprostać. Za przewodnika służą jej listy Willa. Dzięki nim udaje jej się przetrwać.
Lou jest uczciwa, wierna i ma szlachetne serce, co niestety nie pomoże jej w pracy wśród nowojorskiej elity. Wręcz sprowadzi na nią problemy.
  Jej pracodawczyni jest zamknięta w sobie, wiecznie płacze i ciężko spełnić jej wymagania, a jej mąż jest wiecznie nieobecny.
Jednak ekstrawagancki styl oraz życiowe szczęście pomoże jej nawiązać nietypową przyjaźń (i to nie jedną!), która w dłuższym okresie przyniesie same profity.
  Niestety jeśli w jednej sferze się układa, to w drugiej już nie. Więc kiedy Lou osiąga pewną stabilizację, to problemy pojawiają się w innej dziedzinie.
Jej rodzina pęka z dumy, gdy widzi ją w umieszczanych w rubrykach towarzyskich, zdjęciach z bankietów.
 Na jednim z nich Lou poznaje Josha i zamiera. Will....to samo spojrzenie, uśmiech i kolor włosów- jak to możliwe by był ktoś tak podobny i do tego tak blisko?
Wybór nie jest łatwy; Sam- świeża miłość, która została w Londynie czy Josh- tak podobny do miłości jej życia? Nie pomagają jej kilometry, które dzielą ją z Samem i to, że tak naprawdę go nie zna. Miała za mało czasu by nacieszyć się tym związkiem. Natomiast Josh jest na wyciągnięcie ręki i należy do jej nowego życia. Oliwy do ognia dolewa Katie; nowa współpracownica Sama- czy próbuje zając miejsce Lou? Jakie decyzje podejmie nasza bohaterka?


  Moje serce w dwóch światach jest według mnie najbardziej optymistyczą z wszystkich części, uważam. Poznajemy tutaj dogłębnie Lou- widzimy jej przemianę- dorasta, wie w jakim kierunku chce się rozwijać i prowadzić swoje życie. Niezaprzeczenie jest główną bohaterką i nie zawodzi. Czasami podejmuje niekorzystne dla siebie decyzje, ale zgodne ze swoimi przekonaniami.
  Uważam, że trzeciata część bije na głowę Kiedy odszedłeś, gdzie postawa Lou była czasami wręcz irytująca.
Jojo Moyes nie zawodzi; świetnie poprowadzone dialogi i duża doza humoru. Niesamowite zwroty akcji i napięcie jak w dobrym thrillerze. Tym razem nie uronimy łzy rozpaczy, ale na pewno się uśmiechniemy. Czasami będziemy zaciskać pięści ze złości, a innym razem bić brawa.
Dla fanek autorki to będzie nie lada kąsek. Pozycja idealna by zabrać ją na urlop; pochłania się ją kartka po kartce z nieskrywaną przyjemnością.


Jeśli nie wiesz co mi kupić, kup mi książkę!

Jeśli nie wiesz co mi kupić, kup mi książkę!

  Drogie Panie :) W maju we Wrocławiu odbywały 9. Targi Książki dla Dzieci i Młodzieży Dobre Strony, nie byłam na nich niestety osobiście. Ba! Nawet nie wiedziałabym, że się odbywają gdyby Michał w przerwie pomiędzy zajęciami nie zabłądził w okolice Hali Stulecia.
Po wszystkim wysłał mi zdjęcie, które mogliście obserwować na moim Instagramie. 


Obydwoje dużo czytamy i tą pasją od najmłodszych lat staramy się zarazić Olka- szukamy ładnych książeczek, których nie zniszczy przy pierwszym spotkaniu i z niewielką ilością teksu.
Od kiedy zaczął chodzić, dłuższe bajki go nie interesują. Woli biegać za kotami :)
Trzy pierwsze pozycje skradły moje 💗 już od samego początku. Są to pierwsze komiksy dla dzieci wydane przez Wydawnictwo TADAM
Pan Kawalarz Wilk i Pan Elegant Lis należą do zbioru utworów autorstwa Adama Święckiego pod tytułem Trochę hałasu z głębi lasu (w tej serii jeszcze Pani Detektyw Sowa i Pan Łasuch Miś).
Są to krótkie, wesołe- często zaskakujące finałem historie. Wciągają swojego czytelnika dzięki zabawnym opisom jak i świetnym ilustracjom.
Idealne dla maluchów poznających świat- czytanie nie trwa długo, a dzięki bogatym i kontrastowym obrazkom możemy zachęcić malucha do interakcji.
  Smoczek Loczek. Na ratunek księżniczce autorstwa








X-lander x move- Czy warto dać więcej za wózek dziecięcy?

X-lander x move- Czy warto dać więcej za wózek dziecięcy?

  Cześć dziewczyny :) Nocną porą przychodzę do Was z recenzją wózka X-lander x-move, który otrzymałam do testów dzięki portalowi BabyBoom. Przez pięć dni razem z Olkiem testowaliśmy go intensywnie zarówno w sielskiej krainie jak i miejskiej dżungli.
Aktualnie mieszkam na wsi więc nasze codzienne spacery to minimum 5km; w trasie odwiedzamy piekarnię, często także moją siostrę.
  Miałam duży problem z Olkiem na spacerach, ponieważ szybko się denerwował i za nic nie chciał usnąć. Pomimo, że zainwestowaliśmy w dobry wózek (tak nam się wydawało) to nie przypadł on do gustu głównemu użytkownikowi.
  W X-landerze są dwie pozycje; przodem i tyłem do prowadzącego- dzięki temu, ja widzę dziecko, ono mnie i jest spokojniejsze. Siedzisko zapinane na 5-punktowe pasy nie jest płytkie, ale nie jest też bardzo szerokie- dziecko nie zsuwa się w nim jak w innych wózkach ma to miejsce. Dla mniejszych dzieci w komplecie dostajemy wkładkę oraz pasujące kolorystycznie nakładki na pasy (firma myśli o wszystkich użytkownikach). Tylko spójrzcie na ten uśmiech :)


  Świetna amortyzacja pozwalała nam na spacery po lesie, polnymi ścieżkami oraz poboczem; nie dość, że na tej małej twarzy cały czas był uśmiech to udało mu się zasypiać i spać tak nawet 2h (mama miała przerwę na kawę i to ciepłą!) Pompowane koła nie stawiały oporu, nawet najbardziej zarośnięta polna dróżka nie była przeszkodą- sama mogłam go prowadzić jedną ręką bez wysiłku.




   Kiedy Olek zasnął wielostopniowa regulacja za pomocą jednego przycisku w oparciu pozwalała przejść od pozycji siedzącej do leżącej.
Później rozpinałam dwa zamki w daszku; jeden by wydłużyć go i osłonić prawie całe dziecko, drugi by zapewnić przewiew i świeże powietrze (pod zamkiem ukryta jest moskitiera, więc nie ma obaw o owady, które mogłyby się dostać do środka. Żadne słonce nie było przeszkodą.
A dodatkową ochronę przed insektami zapewnia moskitiera wbudowana w podnóżek; nie ma ryzyka, że zapomnimy zabrać ją z domu.


 Nie tylko Olek pokochał swój nowy pojazd; ja mając 163cm wzrostu prowadziłam go wygodnie, ale także Michał mający 192cm w końcu zaczął chętniej prowadzić wózek. Teleskopowa rączka, jednym przyciskiem pozwala na dopasowanie jej do wzrostu i wygody użytkowników (bez konieczności garbienia się- duży plus!)
 Do gustu przypadł mi także koszyk na zakupy, który nie dość, że pojemny zwiększa swoją powierzchnię, poprzez rozpięcie przedniego panelu. Skośne ułożenie rozpiętej burty chroni przed wypadaniem. Co ważne, ani razu nie zauważyłam bym zahaczyła tym koszykiem o nierówne podłoże.
  X-landera cechuje dbałość o bezpieczeństwo, wieczorne spacery odbywają się w towarzystwie dolnego podświetlenia, które zapewnia widoczność.
Kolejny atut to wygoda i intuicyjność; chciałam jechać na zakupy. W domu pół biedy, wózek zapakował mi Michał, ale pod marketem myślałam, że będzie problem. Wystarczyło jednak nacisnąć stopą przycisk przy tylnych kołach i wózek sam się składał! Jest lekki więc wkładanie do bagażnika nie było uciążliwe.
Otwierając paczkę i widząc fioletowy kolor, nie byłam do niego przekonana. Jednak znajomi, którzy go widzieli byli nim zachwyceni. Okazało się, że jest także łatwy w czyszczeniu- musiałam wyczyścić resztki banana (pomysł Ojca) i wystarczyła wilgotna ściereczka, dziś nie ma na nim nawet śladu.
Aktualnie wózek jest złożony i zrobiłam to sama bez instrukcji (brawo ja!). Kiedy do nas  przyjechał to rozkładał go Michał, a że położył się wcześniej to sama musiałam dać sobie radę.
  W zestawie otrzymaliśmy dodatkowe akcesoria: osłona na nóżki, dodatkowa wkładka dla mniejszych dzieci z pasującymi kolorystycznie nakładkami na pasy, duża torba.



 Podsumowując jestem zakochana w tym wózku i mam nadzieję, że wróci do nas na stałe. 
Plusy: amortyzacja, design, łatwość użytkowania, dbałość o bezpieczeństwo, intuicyjność, wygoda i łatwość czyszczenia.
Jedyny minus jaki znalazłam to klamra od pasów- po kilku użyciach nabraliśmy prawy w jej zapinaniu.
Uważam, że warto wydać więcej pieniędzy na produkt przemyślany w każdym aspekcie. Poniżej zamieszczam dodatkowe zdjęcia z testów.






Jak zaoszczędzić na kupnie butów.

Jak zaoszczędzić na kupnie butów.

   Jeśli już trochę tu ze mną jesteście, to dobrze wiecie, że uwielbiam buty 💗 Klapki, sandały, koturny, kozaki, sneakersy itd. Na słupku, na szpilce- w mojej szafie pełno butów. Część noszę często, część tylko na wielkie wyjścia. 
Od kiedy zostałam mamą, częściej stawiam na wygodę. Szpilki chwilowo poszły w odstawkę, a ja zaczęłam szukać czegoś nie tylko wygodnego, ale także stylowego.
Zwykłe buty sportowe nie trafiają w mój gust; często są szerokie i niezgrabne i pasują wyłącznie do dresu. Przeglądając ofertę New Balance zakochałam się w ich sneakersach. 

https://kixpoint.com/pl/buty-new-balance
  To buty z kategorii lifestyle.  Ładnie dopasowane do stopy, często na wygodnej piankowej podeszwie, pozwolą na całodzienne i komfortowe poruszanie się po mieście, a do tego są naprawdę zgrabne. Spokojnie będę mogła ubrać je do joggerów i t-shirtu, ale także do rurek i żakietu.
Okazuje się, że New Balance i ich sneakersy modne są już od jakiegoś czasu- dlatego czym prędzej muszę nadrobić moje modowe zaległości.


Jak zaoszczędzić na kupnie butów?

  Na ten punkt pewnie już czekacie. Wiem, że zakupy i oszczędzanie na logikę nie idą w parze, ale wystarczy trochę sprytu i zamiast jednej pary butów można mieć dwie! lub buty i torebkę ;) Większość z nas zna porównywarki cenowe, jednak nie zawsze przekierowują one do sklepów. Często są to portale aukcyjne- więc obawa o wiarygodność oferty jest spora.
Inaczej sprawa ma się ze stroną kixpoint.com, odsyła ona do sklepów gdzie nie ma ryzyka zakupienia nieoryginalnego towaru. 

  Rozpiętość cenowa jest duża, poniżej widać, że możemy zaoszczędzić pięćdziesiąt złotych (widziałam różnice nawet stu!). Ja już upatrzony swój model New Balance w całkiem przyjemniej cenie, a dla miłośniczek okazji kixpoint.com ma zakładkę kody rabatowe, gdzie znajdziecie informacje, jak uzystkać zniżki w wybranych sklepach.

Kupujecie buty przez internet? Stawiacie bardziej na wygodę czy wzornictwo?

Niedaleko pada jabłko od jabłoni

Niedaleko pada jabłko od jabłoni

  Drogie Panie :) Kiedy pojawia się dziecko każdy poszukuje podobieństwa; do mamy, do taty czasami nawet do dziadków (dobrze, że sąsiedzi są pomijani :))
Jeśli jednak sami chcemy podkreślić nasze podobieństwo do potomstwa to pomoże nam Popreal i dwa działy matching family outfits i cute matching family outfits. Ostatnio modne stało się ubieranie dzieci i rodziców w ten sam sposób.





Świetny zestaw dla ojca i syna. Rozmiarówka całkiem spora, więc będzie można stworzyć zestawy na kilka lat. klik


klik                                                                          klik


Zestawy dla mamy i córki. Uwielbiam kiedy dziewczynki są kopią mamy. my nie jesteśmy grupą docelową, ale moja siostrzenica wyglądałaby w nich uroczo.



Jeśli jednak mamy liczną rodzinkę, to sprawdzą się te koszulki. Wiele rozmiarów i wzorów. Niestety mój M za nic się nie zgodzi by Myszkę Miki założyć ;(


Prawda, że są urocze? :)

Recenzja: Wiara Nadzieja Miłość. (Psychoskok)

Recenzja: Wiara Nadzieja Miłość. (Psychoskok)






 Drogie Panie :) Jeśli macie wolną godzinę lub dwie to zachęcam do przeznaczenia ich na kolejną propozycję od Psychoskok. Wiara Nadzieja Miłość to krótki, ale jakże treściwy utwór młodej autorki. Poruszająca historia Diany, którą poznajemy gdy jej jej edukacja jest na poziomie trzeciej klasy gimnazjum. Jest to okres buntu, ale także pierwszych miłości; ciężki czas dojrzewania boleśnie testuje naszą bohaterkę.
 Dziewczyna jest mądra, zabawna, ale całkowicie nie wierzy w siebie- jest to spowodowane nadwagą i brakiem akceptacji siebie. Tę niepewność z łatwością wychwytuje otoczenie by robić z niej broń przeciwko Dianie- pada ofiarą intryg, ośmieszona przez nowego ucznia podejmuje decyzję o zmianie trybu życia i walce o lepszą siebie.
Widząc efekty ciężkiej pracy dziewczyna wpada w kłopoty, obsesja na punkcie wyglądu wpędza ją w niebezpieczną chorobę- jednak zyskuje pomoc i wsparcie między innymi swojej przyjaciółki. I kiedy wszyscy są pełni nadziei na zwycięstwo, okazuje się, że łatwo jest popaść ze skrajności w skrajność.
  Wydaje mi się, że to bardzo uniwersalna historia i warta poświęcenia jej chwili. Każdy z nas, potrzebuje akceptacji i miłości. Nastolatki, których emocje są rozchwiane, pchnięte tak silną potrzebą miłości są zdolne do różnych 'poświęceń'. Historia Diany to przestroga; pokazuje jak skomplikowane są zaburzenia odżywiania i jak ciężko z nich wyjść. Jak chęć dopasowania się do ogółu jest niebezpieczna. Ukazuje, że słowa ranią bardziej niż czyny i nie powinno się oceniać książki po okładce. 

Recenzja: Na pożółkłym papierze- Aleksandra Bartosik (Psychoskok)

Recenzja: Na pożółkłym papierze- Aleksandra Bartosik (Psychoskok)

  Drogie Panie :) Dziś ponownie zatrzymamy się w tematach okołoksiążkowych.  Psychoskok nie próżnuje i wydaje kolejne dzieła. Otrzymałam do zrecenzowania książkę Aleksandry Bartosik Na pożółkłym papierze.


  Początkowo widząc okładkę i tytuł, myślałam, że będzie to lekka, wakacyjna powieść. W sam raz by przeczytać ją w trakcie urlopu, sącząc lemoniadę i łapiąc promienie słońca. Korzystając z wolnej chwili zaczęłam czytać i okazało się, że skończyłam te siedemdziesiąt stron w niecałą godzinę. Jakie było moje zaskoczenie kiedy okazało się, że jest to utwór epistolarny (w formie listów), kierowanych przez bohaterkę do swojego byłego partnera. Porusza tematy trudne, często bolesne.
„Długo się zastanawiałam, jak wiele powinnam Ci opowiedzieć o tych wszystkich latach, które nas dzielą. Nie wiem nawet, czy chcesz o nich czytać. Moje życie może być Ci teraz zupełnie obce i obojętne. Możliwe, że nigdy mi nie wybaczyłeś i teraz już nie chcesz nic o mnie wiedzieć. Wiem jednak, że musiałam przerwać nasze milczenie. Pewne rzeczy muszą zostać sobie wyjaśnione, by móc iść dalej…”.
  Historia zawarta w utworze przedstawiana jest z pozycji bohaterki; wiemy, że siedemnaście lat wcześniej porzuciła swojego poprzedniego partnera, bo nie była pewna czy to jest etap życia, w którym chciałaby się zatrzymać. Trochę po cichu, wychodząc i nie wracając- trochę odważnie, bo wyruszyła bez planu w nieznane. Szuka swojego szczęścia i miejsca; spotyka na swojej drodze umierające dziecko, któremu towarzyszy w drodze do nikąd.  Później pomaganie innym stało się jej to życiowym celem. Czy tak jednak znajdzie szczęście?
  Myślę, że Na pożółkłym papierze to książka uniwersalna. Każe się zatrzymać, przemyśleć i pokazuje, że decyzje pod wpływem impulsu nie zawsze są dobre. Głowna bohaterka kiedy podjęła pierwotną decyzje o odejściu- tak do końca nie była tego pewna. Myślę, że przestaszyła się miłości i stabilizacji, którą ona daje. Myślę, że ta sytuacja to taka alegoria współczesnych młodych ludzi; żyją szybko, intensywnie, samolubnie- a zapominają o rozmowie, o tym czego tak naprawdę chce druga osoba. Często podejmują decyzję bez przemyślenia, uciekając od odpowiedzialności w drogę bez powrotu.
  Bohaterka odrzuca miłość, by później szukać jej w pracy dla innych, która staje się sensem życia.  Myślę, że listy pisane do poprzedniego partnera to forma terapii, rozliczenia się z przeszłością, by odnaleźć przyszłość. Utwór niesie ważne przesłanie. Pokazuje jak kruchy jest człowiek w obliczu śmierci, jak odrobina miłości łagodzi jej postrzeganie. Uczy też, że trzeba znaleźć balans pomiędzy pracą dla innych, a swoim własnym szczęściem. Ostrzega przed porzuceniem miłości, bo nie tak łatwo ją odnaleźć z powrotem.
  Uczciwie mogę polecić tę pozycję; może nie jako lekturę wakacyjną, ale utwór warty uwagi i skłaniający do refleksji.


Haul zakupowy Zaful

Haul zakupowy Zaful

Drogie Panie :) Jak już pewnie wiecie, kompletuję garderobę na wakacyjny wyjazd. Z pomocą przyszła mi strona Zaful, gdzie zamówiłam 2 rzeczy:

1. Koronkową narzutkę.[klik]
Bardzo fajna jakość. Materiał przyjemny w dotyku, koronka nie drapie, jest tak jakby naszyta na materiale. Zobaczymy jak będzie sprawować się na plaży.





2. Bikini z wysokim stanem.[klik]
Bikini jest fajnie uszyte, dobra jakość materiału, nie odstają nitki, nie różni się niczym od tych kupowanych w PL.
Doł: wysoki, ładnie wykrojony. Boki z ozdobnym marszczeniem- ale za duży, zdecydowanie. Mam w biodrach 91cm i zmieściłabym jeszcze z 10!
Góra push-up: Odpinane ramiączka, jest z jednego kawałka materiału więc nie ma możliwości regulacji obwodu. Niestety pomimo sprawdzania tabeli jest za mały. Na biust w rozmiarze 75H jest dużo za mały, myślę, że na 85D byłby idealny.









Recenzja: Maskarada 'Psychologiczne odbicie' (Psychoskok)

Recenzja: Maskarada 'Psychologiczne odbicie' (Psychoskok)

  Drogie Panie:) Jakiś czas temu w dodatkowych zapowiedziach wydawnictwa Psychoskok pojawiła się powieść Psychologiczne Odbicie autorki, która ukrywa się pod pseudonimem Maskarada. Z listy dostępnych tutułów postawiłam na w/w gdyż streszczenie było mocno intrygujące.




   Przy wyborze książek zawsze decydują trzy rzeczy: najpierw interesuje mnie okładka- to ona przyciąga mój zwrok, kolejno-streszczenie i fragment książki z losowo otwartej strony, by sprawdzić czy styl autora będzie mi odpowiadał (tu trzeci aspekt został pominięty).
Okładka spełniła swoje zadanie- zaintrygowała mnie, a dodatkowy opis, znajdujący się tuż pod tytułem: "Skryta psychopatka, która walczy z rzeczywistością, samą sobą i wychodzi poza szablony normalnych zachowań ludzkich' sprawiły, że nie mogłam się doczekać spotkania z tą pozycją.

Smaczku dodawał opis na stronie wydawcy:
Spokojna praca w sklepie spożywczym, weekendy za miastem u babci, miłość do ukochanych zwierzaków oraz imprezy w towarzystwie znajomych… Tak mogłoby w dalszym ciągu wyglądać poukładane życie dwudziestopięcioletniej Luizy, gdyby nie spotkanie z dawno niewidzianym Konradem. Znajomy składa jej interesującą propozycję. Ciekawość sprawia, że Luiza przychodzi do tajemniczej agencji, w której pracuje Konrad. Wbrew zdrowemu rozsądkowi bohaterka wchodzi w świat mafii i przestępców, zostając tajną agentką. Z pomocą przydzielonego jej partnera szybko poznaje specyfikę swojej pracy, a niebezpieczny klimat kolejnych misji ma w sobie coś strasznie pociągającego. W dziewczynie narasta problem braku akceptacji samej siebie, swojej inności… Na swojej drodze spotyka przystojnego Ivana, angażującego się w nieprzewidywalną znajomość z agentką, tylko czy wystarczy mu determinacji, by poznać prawdziwą Luizę. Pod wpływem rudowłosego Ivana, bohaterka mierzy się z własnymi demonami, znacznie potężniejszymi niż zmaterializowani przestępcy, z którymi ma do czynienia w pracy. Czy Luiza będzie w stanie się przed nim otworzyć, zaufać i w efekcie się zmienić? Kiedy wszystko zmierza w dobrym kierunku, okazuje się, że oboje mają przed sobą tajemnicę… 



   Kiedy otrzymałam swój egzemplarz, zrobiłam kubek (notabene 500ml!) ulubionej kawy i oddałam się lekturze. Początkowy entuzjazm powoli zaczął niestety opadać. 
   Luiza to zwykła dziewczyna pracująca w jednym sklepie już od kilku lat, pewnie trochę z przyzwyczajenia. Udaje się ona na imprezę klasową z paczką z technikum i nic nie zapowiada jakiś wielkich zmian, dopóki nie spotyka swojego kolegi Konrada, który oferuje jej pracę. Firma jak i zakres obowiązków  są objęte tajemnicą, a szczegóły będą wiadome dopiero na spotkaniu. Początkowo niechętna i ostrożna Luiza daje się wciągnąć w świat mafii? Szczerze mówiąc do tej pory nie wiem czym zajmuje się ta agencja; jakieś przekazywanie dokumentów/ spotkania? Brakuje jasnej informacji, dlaczego nasza bohaterka naraża swoje życie i spotyka się z półświatkiem. ". W dziewczynie narasta problem braku akceptacji samej siebie, swojej inności…" -nie wiem o jakim braku akceptacji jest mowa. Bohaterka prowadzi ze sobą dialogi, ale nie  są one jakoś mocno merytorycznie rozbudowane- są wręcz infantylne, nie widzę tu braku akceptacji. Jest dużo niespójności, raz Luiza ma blizny na całym tułowiu, innym razem nosi krótkie szorty lub występuje w samej bieliźnie- gdzie nie ma już o tym informacji.
"...spotyka przystojnego Ivana, angażującego się w nieprzewidywalną znajomość z agentką, tylko czy wystarczy mu determinacji, by poznać prawdziwą Luizę. Pod wpływem rudowłosego Ivana, bohaterka mierzy się z własnymi demonami..."
Niestety, osoba Luizy zbudowana jest pobieżne. Nie wnikamy w jej psychikę, ja osobiście nie zauważyłam żadnej walki ze sobą, która powinna prowadzić główna bohaterka. Jest kilka scen, gdzie uszkadza Ivanowi ciało np. gasi papierosa na przedramieniu czy oblewa ciepłą herbatą, ale nie są to zagadnienia z  zakresu psychopatii.
  
  Podsumowując, Maskarada całkiem przyzwoicie pisze, ma fajny styl. Czyta się to lekko, szybko.  
W ogólnym rozrachunku trochę szkoda. Całkiem przyzwoity pomysł; akcja i romans w tle- to mógłby być bestseller! Niestety dla mnie całość jest niedopracowana, jakby napisana na kolanie. Gwóźdź do trumny to brak korekty (autorka odmówiła); błędy stylistyczne, ortograficzne!, rzeczowe (pomylone imiona). Autorka zapowiada kolejne 'księgi'. 
Ja proponuję usiąść na spokojnie i zredagować część pierwszą. Pociągnąć wątek pracy; czym dokładnie zajmuje się ta agencja i rozbudować dialogi wewnętrzne- zbudować jeszcze raz bohaterkę.
Na ten moment to książka dla nastolatek, dojrzały czytelnik oczekuje na więcej.
Maskarado; trochę ciężkiej pracy i Psychoskok nie zdąży z dodrukiem Twoich dzieł, taki będzie na nie popyt. Jak na razie 2/5 :)

Copyright © 2014 Patriseria , Blogger