Wydawnictwo Skrzat: Anna Matysek - Soboty są dla nas (recenzja)

Wydawnictwo Skrzat: Anna Matysek - Soboty są dla nas (recenzja)

Cześć 😊 Dziś chcę Wam przedstawić książkę idealną dla dzieci. Jest przygoda, paczka zgranych przyjaciół i trzy koty - czego dzieci mogą chcieć więcej?



 Tosia kończy właśnie pierwszą klasę i ma już całkiem sporą paczkę znajomych. Pewnej nudnej soboty, kiedy to jej przyjaciele wyjeżdżają z rodzicami, ona sama wyrusza na spacer do przydomowego lasu i tam spotyka chłopca, którego wcześniej nie widziała. Okazuje się, że Tomek, bo tak nazywa się nowy znajomy, uratował kocie oseski i teraz nie wie co ma dalej z nimi zrobić.
 Kotki są coraz bardziej głodne, dlatego zapada decyzja i wyruszają do domu dziewczynki, by nakarmić maleństwa. Od tej pory Tomek staje się częścią paczki przyjaciół, która spotyka się w każdą sobotę.
 Przyjaciele przeżyją mnóstwo przygód, a nawet okaże się, że „Nie taki diabeł straszny, jak go malują” – w odniesieniu do pewnego mieszkańca lasu.



Soboty są dla nas to książka rekomendowana w kategorii wiekowej +7 i myślę, że to wiek odpowiedni. Słownictwo jest dosyć proste, a dialogi nierozbudowane. Podoba mi się, że jeśli pojawia się jakieś nowe słowo, to od razu jest ono wyjaśnione jak np. ‘fraszka’

„Okazało się, że wszystkie dzieci chciały słuchać opowieści o fraszkach, więc wytłumaczyła im, ze ta nazwa krótkiego wierszyka pochodzi z języka włoskiego, w którym oznacza drobiazg, błahostkę lub gałązkę.”

 Pomiędzy wersami dorośli znajda przesłanie, jak ważna jest przyjaźń i dbanie o siebie nawzajem oraz jak dzieci potrafią przezywać rozstanie z rodzicami.
Natomiast dzieci będą się świetnie bawić z paczką znajomych i powiększą swoje słownictwo. Myślę, że opisane zabawy będą dobrą inspiracją i uda je się przenieść na rzeczywisty grunt.  Na uwagę zasługują także piękne i kolorowe ilustracje autorstwa Joanny Pasek.

Jedyne do czego mogłabym się doczepić to pomysł na zabawę Tosi w nagrywanie wiadomości telefonem. Czy wspomnienie, że cała paczka dzieciaków miała przy sobie telefony na spacerze, przedział wiekowy to 6-8 lat. Chociaż żyjemy w czasach digital, to uważam, że telefon nie jest potrzebny dzieciom, które nie potrafią dobrze pisać.
Podsumowując, książka nie jest napisana na siłę. Autorka nie sili się na poważne przesłania, czy nauki jak jest to w przypadku  książek psychologicznych. Tu raczej stawia na dobrą zabawę, a morał sam płynie.
To pozycja, którą warto mieć w swojej biblioteczce. Oceniam 9/10! 😊
Wydawnictwo Akronim: Adam Molenda - Fruwające Figurki(recenzja)

Wydawnictwo Akronim: Adam Molenda - Fruwające Figurki(recenzja)


Cześć 😊 Często daję szansę mniejszym wydawnictwom, zwłaszcza, ze można trafić na perełki wydawnicze. Już raz dzięki Wydawnictwu Akronim miałam możliwość poznać twórczość Adama Molendy, pierwsze spotkanie było niezwykle udane, jak będzie tym razem?


 Artur Grono to szanowany dyrektor liceum, pochodzący z rodziny z pedagogicznymi korzeniami, właśnie otwierający przewód doktorski. Natomiast jego żona Barbara to ceniona tłumaczka. Kryształowo uczciwi, wiodą swoje stabilne życie. Wokół wielu znajomych otwiera firmy, bogaci się i naszych bohaterów ich bezpieczna przystań zaczyna uwierać. Zaczynają marzyć o bogactwie. Pewnego dnia poznają Żyłów, chociaż początkowo nie pałają sympatią do nowych znajomych, to utrzymują kontakty, a nawet otwierają wspólny biznes.
 Od początku wszystko idzie nie tak, Żyłowie nie mają środków na wkład własny, więc rodzina Artura kupuje lokal i prawa do niego zbywa na wspólników, którzy podkładają nieewidencjonowany towar, oszukują księgi rachunkowe i zaczynają zadawać się z półświatkiem. Gronowie nie potrafią połapać się w rachunkach, a długi i zobowiązania wobec kontrahentów rosną.
 Dodatkowo pod namową swojego promotora Grono zaczyna zdradzać żonę, by lepiej zrozumieć erotyczny kontekst swojej pracy doktorskiej. Jest zafascynowany poligamią w jakiej egzystuje uczony.


Latające figurki to groteskowa alegoria współczesnego świata, gdzie wartości takie jak wykształcenie i kultura są zastępowane poprzez pogoń za pieniędzmi. Czytałam już inną książkę tego autora (Wietrzny Wojownik), należącą do gatunku young adult, która bardzo mi się podobała. Tutaj nie wiem czy autor chciał pokazać, że potrafi pisać także dla dorosłych czytelników, czy sprawdzić się w innym gatunku – jednak ta książka nie trafia w mój gust.
 Wydaje mi się, że miała być to forma satyry. Przejaskrawione charaktery i zdarzenia. Artur Grono jest wykształcony, ale ma zero instynktu samozachowawczego. Każdy logicznie myślący człowiek już od początku zwietrzyłby postęp, ale on dalej brnie w malignę. Jego żona Basia jest nieobecna, jej rola pojawia się głownie w kontekście seksualnym.
Żyłowie można powiedzieć, że występują razem. Józuś niewiele mówi, głownie pije i pali papierosy. Renata jest obiektem żądzy seksualnej Artura i wydawać by się mogło, że całym mózgiem operacji.  Cała akcja jednak rozgrywa się wokół Artura i myślę, że to on jest głównym bohaterem, a reszta jest drugoplanowa. Mam wrażenie, że bohaterzy chociaż tworzą całkiem spójną historię, to nie do końca są przemyślani. Niektóre postacie pojawiają się pobocznie i nic nie wnoszą do akcji, a inne zaś swoją wielką rolę mają dopiero pod koniec książki.
Wyolbrzymienie cech negatywnych może jeszcze nie byłoby takie złe, gdyby nie wątek erotyczny. Rozpasanie głównego bohatera, brak zasad moralnych jego promotora i życie w poligamicznym związku, do tego słabe opisy seksu – wręcz komiczne, sprawiają, że ciężko ocenić książkę całościowo. Zakończenie wprawiło mnie w nie lada konsternację. Autor chyba nie do końca wiedział co chce stworzyć.

Wydawnictwo Aktywa: John Ellis - Dziennik Kata (recenzja)

Wydawnictwo Aktywa: John Ellis - Dziennik Kata (recenzja)


Cześć 😊 Ostatnimi czasy rynek księgarski obfituje w książki pisane na podstawie doświadczeń zawodowych. Lekarze i pielęgniarki mają już swoją półkę w księgarniach, tak samo niegdyś popularni członkowie mafii, ale ilu z Was trafiło na wspomnienia katów?



 John Ellis wykonał wyroki na 213 osobach, a ‘Dziennik Kata’ jest niczym innym jak zapiskiem jego dwudziestotrzyletniej katowskiej posługi, w angielskim wymiarze sprawiedliwości. Początek XX wieku obfitował w wielu zbrodniarzy, których nazwiska nie schodziły z pierwszych stron gazet. Część z nich na tyle poruszyła społeczeństwo, że tysiące ludzi wnioskowało o ułaskawienie, pomimo niezaprzeczalnej winy. Inni natomiast ponieśli swoją karę prawie niezauważeni.
 W każdym rozdziale poznajemy inną historię, czasem się one łączą, czasem są tylko do siebie podobne. Autor przeprowadza nas przez cały cykl, zaczyna od przedstawienia oprawcy i nierzadko również ofiary. Przytacza przebieg i zachowanie oskarżonego w trakcie rozprawy sądowej, wskazuje na dowody świadczące o winie. Ze szczegółami przytacza zachowanie skazanych, na podstawie rozmów z naczelnikami więzienia i strażnikami, którzy im towarzyszyli w ostatnich godzinach życia.
 W końcu dochodzi do sedna sprawy, czyli swojej roli w całej sprawie. Wspomina daty egzekucji, podróże jakie odbywał do celu, a także swoje zadania. Niejednokrotnie wspomina jak wkradał się do więzienia oszukując gawiedź czekająca na sensację. Ze szczegółami opisuje jak obserwował więźniów, by móc dobrać parametry tak, by egzekucja przebiegła bezproblemowo i możliwie jak najbardziej bezboleśnie. Przeprowadza nas przez całą ścieżkę egzekucji, od momentu skrępowania skazańca, do pociągnięcia dźwigni zapadni. Każdą decyzję, którą podejmuje od momentu wyboru długości spadu, do innych indywidualnych cech uzasadnia.
Każdy skazany jest dla niego człowiekiem, a nie tylko numerkiem na liście straceń. Nie depersonalizuje przestępców. Stara im się ulżyć, pamięta ile cm przeznaczył na każdego z nich, zna ich budowę, wzrost i wagę – to sprawia, że jest wybitny w swojej roli i w ciągu całej kariery, tylko jedna negatywna informacja trafia do Home Office.



 Książkę czytałam naprawdę długo i to nie ze względu na styl pisarski, a z powodu tematyki. Nagromadzenie informacji, począwszy od charakterystyki ofiar, które padły ofiarom oraz opisów zbrodni, sprawiają, że książkę trudno jest ‘pochłaniać’ w tempie ekspresowym.
 Z ciekawostek dotyczących samego Johna Ellisa to fakt, że w młodości miał problem żeby skrzywdzić muchę, a moment, w którym zgłosił się do pełnienia katowskiej posługi wprowadził rodzinę w konsternację. Jedyny rażący błąd jaki popełnił, to wywiad, którego udzielił na samym początku, zaraz po przyjęciu jego kandydatury – na jakiś czas zablokował sobie możliwość zleceń.
‘Dziennik Kata’ to druga część serii Rozmowy z Katem należącej do wydawnictwa Aktywa, w odróżnieniu do ,Spowiedzi kata’ jest to wyczerpująca opowieść z perspektywy bohatera, który wyczerpuje temat na tyle, że nie ma potrzeby zapełniać kartek wrzutkami z historii tego rzemiosła.
Z chęcią sięgnę po kolejne tytuły z tej serii.


Wydawnictwo Insignis: Spencer Quinn - Po dobrej stronie (recenzja)

Wydawnictwo Insignis: Spencer Quinn - Po dobrej stronie (recenzja)


Cześć :) Wrzucam tę recenzję trochę po czasie, miała być już w czwartek, ale po urlopie ciężko mi się odnaleźć.
Mam dla Was książkę wyjątkową, która zostaje w czytelniku na dłużej. Myślę, że niektórzy dopatrzą się w niej drugiego dna.



 LeAnne budzi się w szpitalu bez prawego oka i z pokiereszowaną twarzą, niewiele pamięta. Jej wspomnienia krążą wokół pustynnego Afganistanu, głowę rozdziela przejmujący ból. Sny mieszają się z jawą, straciła poczucie czasu. Szpitalną salę dzieli z jeszcze jedną osobą, towarzyszy jej inna weteranka – Marcie, z którą nawiązuje głęboką więź. Więź specyficzną, bo pomimo, że LeAnne nie ma w sobie chęci życia, to pilnuje by jej współlokatorka tej chęci nie straciła. Kiedy budzi się i okazuje się, że Marcie już nie ma, bo w nocy dostała zatoru. Ona w swojej rozpaczy, ucieka ze szpitala i wyrusza w samotną podróż po stanach i swoim wnętrzu. Przypadek sprawia, że znajduje się w okolicach rodzinnych przyjaciółki, tam będzie musiała wykonać ostatnią misję i komuś pomóc. Jednak najpierw, nieoczekiwanie znajdzie przyjaciela, który będzie ją chronił.

,Prawda była taka, że sama siebie nie rozumiała. Przez chwilę nie wiedziała, kim jest i dlaczego jest tu, gdzie jest. Nie miała żadnego oparcia, dryfowała. Czuła się, jakby jej życie było fragmentem przedstawienia iluzjonisty.'



 'Otrząsnęła się z okropnych snów tylko po to, by obudzić się w równie nieprzyjaznym świecie, w którym nie było niczego poza bólem głowy i dziwnym uciskiem - efektem działań siłacza próbującego odkręcić pokrywkę, która utknęła na dnie jej oczodołu.'

‘Po dobrej stronie’ jest poruszającą alegorią znalezienia swojego własnego ja. Wypadek przerywa karierę wojskową bohaterki, więc ta musi, chociaż bardzo nie chce, rozpocząć nowe życie, co nie jest łatwe w zaistniałej sytuacji. Szwankująca pamięć i ciało, które ją zawodzi nie pomagają. Wyrusza więc w podróż po stanach, pozwala się prowadzić losowi, przez cały ten okres wspomina dzieciństwo i dorosłe życie. Próbuje zrozumieć swoje wybory życiowe, chce rozprawić się z demonami dzieciństwa.
Autor tworzy prawdziwą postać, której los chwyta za serce. Stres pourazowy i problemy z pamięcią są zbudowane bardzo realistycznie, nie czuć sztuczności – ma się wrażenie, że czyta się prawdziwą historię. Dogłębnie wnikamy w pooraną bliznami psychikę LeAnne i to tworzy cały klimat. Większość akcji rozgrywa się tak naprawdę w osobie bohaterki. Jej przemyślenia, przebłyski pamięci i koszmary budują historię.
 Książka pokazuje, z jakim trudem muszą mierzyć się kobiety w armii i jak zagubieni czują się ludzie wobec systemu, kiedy już nie mogą pełnić służby. Brak odpowiedniej pomocy, wykwalifikowanych osób, które mogłyby je zrozumieć i którym weterani mogliby zaufać. Trauma, która nie znika. Problem z odnalezieniem się w rzeczywistości, gdzie armia była całym życiem, a człowiek staje się nieprzymierzając zepsutą zabawką.  Przyjemny styl pisarski i konsekwencja w budowaniu postaci i akcji, pozwala się nią rozkoszować. Podoba mi się wątek kryminalny, to jak przenikają się wątki i następują zwroty akcji.
Historia nabiera tempa z każdą stroną, a rozwiązanie chociaż do przewidzenia, potrafi zaskoczyć.
Wykonana została świetną praca, by pozyskać informacje na temat wojny, walk i psychologicznych aspektów.
Książka zrecenzowana na potrzeby portalu www.czytampierwszy.pl.


Pamiętajcie, że jeśli wyruszacie w podróż to zadbajcie o odpowiednie obuwie, ja znalazłam ostatnio Cicilooshop, ze świetną ofertą butów oraz sukienek. W końcu nadchodzi lato, więc trzeba się zaopatrzeć :)

Wydawnictwo SQN : Marta Malinowska - Iluzja (recenzja)

Wydawnictwo SQN : Marta Malinowska - Iluzja (recenzja)

Cześć 😊 Dziś na dobranoc mam dla was całkiem udany debiut Marty Malinowskiej. Widząca zapadając w trans, sprawiała wrażenie, że śpi. W tym transie potrzebowała przewodnika, który sprawował nad nią pieczę. Zapraszam na spotkanie z Iluzją.

„Są rzeczy nie do pokazania i nie do zrozumienia, które zawsze należą tylko do jednego człowieka i do żywiołów, bez względu na wszystkie magiczne więzi. Są po prostu rodzaje cierpienia, których żadnym sposobem nie da się wytłumaczyć.”



 Rena i Verę łączy osobliwa więź. Ona jest Widzącą, a on jest jej Przewodnikiem i ma ją chronić, kiedy  zapada w transy. Nie jest możliwe wieść im spokojne życie, nie mogą doskonalić swoich umiejętności w spokoju. Król Diogorii chce powiększyć swoje terytorium o królestwa Południa, a oni mają być jego narzędziem. Jednak by to było możliwe Vera przechodzi pranie mózgu, ma stworzoną całkowicie nową tożsamość i myśli, że jest Diogorką. początkowo nie dziwi jej, że nie ma wspomnień, ale z każdym transem zaczyna coś podejrzewać. Natomiast Ren pod groźbą śmierci, ma za zadanie pomóc jej w widzeniach oraz wydać swoich przyjaciół na pastwę najeźdźców. Przewodnik pamięta wszystko i to jest jego przekleństwem, kiedy docierają do jego rodzinnego miasta jest szansa, że ktoś pomoże Verze odzyskać pamięć. Niebezpieczeństwo wzrasta, gdy w buntownikach rośnie nadzieja odzyskania wolności.  On musi wykazać się cierpliwością, by chronić ich oboje. Czy nie jest jednak za późno?

 'Zmusiła się do uśmiechu. Niepojęte, naprawdę wierzył, że każdą rzecz można naprawić albo chociaż odkupić każde wyrządzone zło.
Jeśli istniały w świecie piękne błędy, to ten był najpiękniejszy z nich.'



 Iluzja, to kolejna powieść fantasy, która pozwala mi się rozkochać w tym gatunku. Magiczny klimat, otacza nas już od pierwszej strony, pierwszego wersu. Autorka nie jest oszczędna w słowach, z dokładnością opisuje miejsca i ludzi, pozwalając ruszyć wyobraźni. Robi to z wdziękiem i wyczuciem, nie zanudzając czytelnika.
 Fabuła jej oparta jest na wątku przewodnika i widzącej, chociaż opisane są także inne wydarzenia, a te postacie w pewnym momencie schodzą na bok, to w dalszym ciągu są centrum historii.
Podoba mi się kreacja postaci, kiedy jakaś się pojawia, to jest wprowadzona ze szczegółowym opisem, często podana jest jej geneza i wspomnienia bohaterów, z którymi już miała styczność, pozwala to zrozumieć zależności między nimi.  Dzięki temu zabiegowi, cała historia rozbudowana jest o dodatkowy czas. 
Co do samej akcji, to pomimo, że bohaterzy wyruszają w podróż to nie następuje wzmożenie działań. Rzecz nie rozgrywa się na polu bity, walką tutaj jest umysł. Przewodnik walczy, by widzącej nic się nie stało, a tym samym z samym sobą czekając na odpowiedni moment. Widząca natomiast wie, że ma nienawidzić swojego przewodnika, ale nie wie, dlaczego. Dodatkowo ciągle coś ciągnie go w jego stronę – co nie powinno się zdarzyć, bo jak jej wmówiono, jest Diogorką. Wewnętrzne rozmyślania są dobrze poprowadzone. Nie są rozwlekłe, dodają dodatkowego sznytu bohaterom.
 Jedyne co mi się nie podoba, to użycie współczesnych wulgaryzmów, kiedy Vera dostaje szału – myślę, że stworzenie jej jakiegoś magicznego słownika wulgaryzmów, pozwoliłoby jeszcze podkręcić klimat.
Zakończenie jest na tyle intrygujące i niespodziewane, że liczę na kontynuację.
Podsumowując, jest to bardzo udany debiut. Lekki styl autorki, niebanalny pomysł i konsekwencja, pozwolą Wam czerpać nieskrywaną przyjemność z tego spotkania.
Książka przeczytana dzięki serwisowi www.czytampierwszy.pl

Wydawnictwo Muza: Helen Hoang - Więcej niż pocałunek (recenzja)

Wydawnictwo Muza: Helen Hoang - Więcej niż pocałunek (recenzja)

 Cześć 😊 Mam dziś dla Was prapremierę od Wydawnictwa Muza. Książka łamie schemat, w którym to mężczyzna jest tym bogatym - w księgarniach pojawi się już 05.06.2019. W ramach ciekawostki, sama autorka cierpi na zespół Aspergera, a research do książki pomógł jej w dopasowaniu objawów. W końcu w wieku trzydziestu trzech lat została zdiagnozowana.



  Stella jest wykształcona, piękna, ma posadę, której wiele osób jej zazdrości. Jedyną skazą na tym pięknym obrazie są natręctwa, które nie pozwalają jej funkcjonować w społeczeństwie, określane zespołem Aspergera. Bohaterka pod naciskami matki, która chciałaby już cieszyć się wnukami i otoczenia, które radzi jej znaleźć sobie partnera, by nie być tak spiętą decyduje się na usługi płatnego kochanka. Wcześniejsze eksperymenty seksualne nie przyniosły spełnienia, dziewczyna w sytuacjach intymnych ma napady paniki i blokuje się, nie potrafi znieść dotyku obcej osoby - chyba, że ta wcześniej ją uprzedzi o swoim zamiarze. Po nieudanych próbach Stella stwierdziła, że nie lubi seksu i musi się go nauczyć, bo tylko tak znajdzie miłość i tak trafia na Michaela, pracującego jako żigolak.
 Pierwsze spotkanie tej dwójki nie kończy się spełnieniem, jednak Stella odkrywa, że dotyk może być przyjemny, a całowanie przestaje jej się kojarzyć z małymi rybkami, które żyjąc w symbiozie wyjadają rekinom resztki z zębów.
'Odgarnął włosy i delikatnie pocałował ją za uchem. Zrobił to tak szybko, że zanim zdążyła zesztywnieć, już się odsunął. Nie próbował dalszych pieszczot, więc znowu się rozluźniła, ale ciągle czuła na skórze muśnięcie jego gorących warg.'
Michael ma jedną zasadę - jedna klientka, jedna noc. Jednak kiedy Stella proponuje mu układ, on widząc jej desperację, zgadza się na miłosne lekcje.
 Pomiędzy tą dwójką oprócz istotnego pożądania, zaczyna budzić się uczucie. Stella rozkwita, zaczyna wychodzić ze swojej skorupy i walczyć z natręctwami jakie towarzyszą Autyzmowi. Jednak Michael ma mroczną przeszłość, przez którą nie chce pozwolić poddać się uczuciu. Dziewczyna nie daje za wygraną i walczy, tak jak potrafi, z pomocą logiki i świeżo nauczonych sztuczek.
Czy uda im się pokonać przeciwności i być razem?



 Fanki romansów nie będą zawiedzione. W końcu trafia się książką, w której głowni bohaterowie oprócz uprawiania seksu ze sobą, rozmawiają. Pierwszy raz to kobieta rozdaje karty, a obraz miłości nie polega na chorej fascynacji czy przemocy. Nie ma spaczonych postaci, dla których przemoc i dzika fascynacja jest receptą na związek. Postacie są ciekawie zbudowane.
 Stella żyje w świecie liczb i algorytmów, logika pozwala jej funkcjonować i czuć się bezpiecznie.  Przejawia zespół cech zdefiniowanych jako Autyzm. Autorka lepiej pozwala nam zrozumieć tę przypadłość, pokazuje z jakim problemem zmierzają się autyści w codziennym życiu.
 Michael jest ambitny i dba o swoją rodzinę. Poświęca swoje marzenia, by po porzuceniu rodziny przez ojca, być oparciem dla matki i sióstr. Jego pracowitość pomaga przetrwać rodzinnemu zakładowi krawieckiemu, kiedy nastają gorsze dla nich czasy.
Rodzina Michaela posiada w połowie wietnamską krew, a dzięki pochodzeniu pisarki możemy poznać ciekawe aspekty tej kultury. Bardzo mi się podoba to sięganie do korzeni i korzystanie ze swojego pochodzenia. Opisy fantazyjnych potraw, sprawiają, że człowiek robi się po prostu głodny.
Dialogi nie są sztuczne i naciągane. I co najważniejsze, Helen Hoang pięknie pisze o seksie, który nie jest brutalny. powoli rozwija akcję i buduje napięcie z kobiecą subtelnością. Opisy są realistyczne i bardzo spójne, powoli dochodzi do setna sprawy, nie spiesząc się, ale także nie rozwlekając akcji.
Jedyny minus, to mam wrażenie, że pod koniec trochę brakło pomysłu. Michael, który był pewny siebie zaczyna się nad sobą użalać i te jego problemy związane z przeszłością są trochę rozdmuchane (jak dla mnie).
‘Gdyby był lepszym człowiekiem, opowiedziałby o wszystkim Stelli. Wtedy mogłaby przedsięwziąć odpowiednie środki ostrożności i zwiać, gdzie pieprz rośnie. Nie był jednak w stanie zmusić się do zrobienia tego kroku. Przecież chciał zatrzymać ją przy sobie, a nie stracić. Poza tym ich związek wyraźnie jej pomagał. To było jasne jak słońce. Z każdym dniem Stella robiła się coraz bardziej pewna siebie. Często się śmiała i żartowała. Pewnie już niedługo zdecyduje, że nadszedł czas się rozstać.’
Jednak uważam, że to jeden z lepszych romansów, które ostatnio debiutowały. Przez wiele stron powodował uśmiech na mej twarzy. Przyjemny styl autorki sprawia, że chociaż to grubasek (ok 460stron), to kończy się zbyt szybko. Duże brawa, także dla tłumacza, bo to także dzięki jego pracy, ta książka jest przyjemna w odbiorze.

Polecam!

Dziękuję wydawnictwu Muza za możliwość przeczytania.

Wydawnictwo Zakładka: Jacek Getner - Podejrzany na wieki wieków (recenzja)

Wydawnictwo Zakładka: Jacek Getner - Podejrzany na wieki wieków (recenzja)

Cześć 😊 Wiecie, że istnieje coś takiego jak komedia kryminalna? Ja też nie, dlatego zapraszam na moje pierwsze spotkanie z tym gatunkiem, które zawdzięczam portalowi www.czytampierwszy.pl


  Bazyli Jacak, utalentowany warszawski copywritter z wybuchowym charakterem, któremu może zawdzięczać niskie zarobki i pracę jako freelancer. To nie koniec jego nieszczęść, jest on typem pechowca, wiecznie jest o coś podejrzany i to zawsze niesłusznie (to akurat na szczęście). Kiedy ginie prezes Dropasztu i jego zleceniodawca- Brzóska, głównym podejrzanym jest oczywiście Bazyli. Był on ostatnią osobą, która widziano w gabinecie zabitego, dodatkowo krzyczał, że go zabije.
'Krzyczałem przed śmiercią do niego, że go zabiję. No i na tej szabli, która ktoś przybił go do jego prezesowskiego fotela, są moje odciski palców. A na czubku moja krew, bo się zraniłem, gdy uderzyłem ręka o fotel. Nie zauważyłem go, wystawał tyci, tyci.'
 W jego niewinność wierzy tylko narzeczona Barbara i działając wbrew zaleceniom policji rozpoczyna samotne śledztwo, by uratować ukochanego. Nie jest to łatwe zadanie. Pracownicy Dropasztu podejrzewają siebie nawzajem, a Barbara trafia zarówno na celownik przystojnego policjanta, jak i mordercy. Czy uda jej się udowodnić niewinność ukochanego?
‘Powiedzmy, że nie mam pewności. Ale podejrzewam, że Iwona Zazulak jest dzieckiem mojego męża. Widzę, że pani to nie dziwi? To dodam jeszcze, że dostała w testamencie dwieście pięćdziesiąt tysięcy. Ale na pewno nie pomyślała pani, że jest kochanką? Kochance kupuje się mieszkanie albo samochód, ale nie zabezpiecza się jej w testamencie.’


 Książka napisana jest w sposób mocno humorystyczny, i to już od pierwszego zdania. Nazwiska, nazwy i miejscowości, które się pojawiają wywołują cień uśmiechu, ale dopiero kreacja bohaterów powoduje zaśmiewanie się do łez.
Bazyli Jacak to tytułowy podejrzany i straszna pierdoła, która notorycznie pakuje się w tarapaty i jeśli coś się dzieje to jest pierwszym podejrzanym. Ma tak od najmłodszych lat. Nie pomaga mu w tym wybuchowy charakter, dzięki któremu stracił etat, a teraz może nawet wolność. Copywritter pracuje na akonto swojego przyjaciela, dzięki temu on ma się z czego utrzymać, a przyjaciel ma nagrody.
 Basia to pragmatyczka, dyrektorka w korporacji i prywatnie narzeczona Bazylego -stanowcza, piękna i marzy o ślubie. Lata mijają, a żaden kandydat nie prosi jej o rękę. Z poświęceniem i kobiecą intuicją wpada na kolejne tropy. Nie straszne jej niebezpieczeństwo, jest wielbicielką romansów, bo w końcu jak sama mówi: ‘Kryminał to taki romans, tyle że z trupami.’ Więc po stosach przeczytanych książek niejakie doświadczenie ma w kwestii zagadek kryminalnych.
 Policjant Martuś pozuje na twardego glinę, ma zacięcie i jest gotowy nawet aresztować Basię – byle mu nie przeszkadzała.
Oniszczuk to przysłowiowy biznesmen, w najgorszym wydaniu. Krętacz, który szuka tylko okazji do zarobienia pieniędzy z pominięciem wspólnika.
Ma się wrażenie, że każda postać jest gruntownie przemyślana i ma uzasadnione miejsce w powieści.
 Autor świetnie przeplata ze sobą wątki, akcja raz przyspiesza, a raz zwalnia. Dodatkowo nowe dowody rzucają cień podejrzeń na kolejne osoby – zwroty akcji pojawiają się w momencie, kiedy już jesteśmy w 100% pewni, że odnaleźliśmy mordercę. Rozwiązanie sprawy jest nie takie oczywiste i nie jednego zaskoczy.
Co do minusów, to mam wrażenie, że wątek doktor Smyk napisany jest naprędce, że autor szybko chciał skończyć książkę. Pozostałe wątki znalazły już swój finał, to nie chciał ciągnąć dwóch wątków (nie będę spojlerować).
Nie podobał mi się także pojedynek półkul mózgowych, które walczyły o najlepsze pomysły. Zepsuło mi to cały humor. Na szczęście ten wątek pojawia się dwa, może trzy razy.
Całościowo mocna 8! Polecam.

Copyright © 2014 Patriseria , Blogger