Wydawnictwo SQN: Aneta Jadowska - Dzikie dziecko miłości.

Wydawnictwo SQN: Aneta Jadowska - Dzikie dziecko miłości.

Cześć 😊 W temacie fantastyki dopiero raczkuję i poznaję się w tym kierunku. Twórczość Anety Jadowskiej miałam już okazję poznać dzięki Hardej Hordzie, więc kiedy na www.czytampierwszy.pl pojawiło się Dzikie dziecko miłości, wiedziałam, że muszę ją mieć.

‘Dora ją rozumiała. Sama miała osiemnaście lat, gdy odkryła, że jest magiczna, trafiła na szkolenie i uświadomiła sobie, że ma dobre piętnaście lat w plecy, bo większość magicznych dzieci zaczyna naukę w wieku lat trzech.'

 Dora Wilk jest namiestniczką w Thornie, alternatywnym mieście magicznym – odpowiedniku Torunia. Jej magiczne korzenie tworzą z niej mieszankę wybuchową, jest po części wiedźmą, wampirem i wilkiem. Dzięki zdolnościom każdej z tych nacji, nic jej nie umyka. Okolice Halloween to ciężki okres, gdyż duchy mają wzmożoną aktywność. Pewnego dnia w Thornie zostaje odnaleziona zbiorowa mogiła 28 kobiet, w różnym stopniu rozkładu i Dora jest pewna, że ma to związek ze zbliżającym się świętem. Jest kilka cech wspólnych, które łączy denatki. Strażniczka prawa będzie łączyć fakty i wskazówki, jednak czy zdąży uratować kolejne młode ofiary? Zwłaszcza, że w magicznej krainie pojawi się kolejny drapieżnik?

‘Sprawa od samego początku śmierdziała. Już samo to, że wypłynęła tuż przed Halloween, powinna być dla Dory sygnałem ostrzegawczym. Uwielbiała to święto, ale nawet zaślepiona miłością musiała przyznać, że ludziom w tym czasie odwala. Magicznym nawet bardziej. cała szajba, która siedzi w nich przez cały rok, w ostatnim kwartale wybucha jak ciepły i wstrząśnięty szampan.'


 Jadowska jak zwykle nie zawodzi. Świetny styl pisania i historia, która na długo wciągnie Was w magiczną część Torunia. Ciężko jest mi określić czy pojawiają się tu jakieś błędy logiczne w świecie magicznym. Nie znam też wcześniejszej serii o Dorze Wilk, ale to nie przeszkodziło mi odnaleźć się w tej historii. Czasami porzucałam książkę by sprawdzić w internecie czym lub kim są opisywane artefakty, bądź postacie, ale nie było to męczące.
 Autorka miała świetny pomysł na połączenie fantastyki z kryminałem. Akcja narasta z każdą stroną, a dialogi często potrafią  rozbawić. Cała historia jest spójna i logiczna, poznajemy genezę morderstw, ale także ewolucję sprawcy, jego plan działania oraz cele. Pozycji nie polecam nastolatkom, czy tym bardziej pruderyjnym – dialogi o zabarwieniu erotycznym lub dwuznaczne sytuacje mogą je zniechęcić, a Jadowską warto znać.
 Świat magiczny gładko przeplata się z rzeczywistym. Akcja dzieje się po dwóch stronach bramy, a postacie bez problemu ją przekraczają (oczywiście tylko ci, którzy mają magiczne korzenie).  Bohaterowie są dobrze zbudowani, większość z nich posiada magiczne moce. Nie ma ich przesytu, czy zbyt dużego nagromadzenia, nie wprowadzają chaosu – każdy ma określone zadanie, które musi spełnić.
 Podoba mi się, że dana postać nie jest zero jedynkowa, charakterystyka postaci pozwala na łączenie różnych typów ze sobą. Tak jak Dora jest w części wiedźmą, wilkiem i wampirem, tak pojawiają się szamani, nekromanci, którzy potrafią łączyć wiele funkcji. To sprawia, że całość jest jeszcze bardziej przystępna, a postacie plastyczne.
Nie oddam sprawiedliwości jeśli nie napiszę, że dialogi są pełne humoru, a z drugiej strony jakoś tak naturalnie łączą dwa zbudowane światy.
 Dodatkowo na uwagę zasługują piękne ilustracje Magdaleny Babińskiej (dedodesign.pl). Polecam.
 'Myślała, że to zwidy, ale nie, jej diabeł stał w otwartych drzwiach, ubrany w wytarte dżiny i koszulkę Soundgarden, boso i z mokrymi po myciu włosami, tak domowy, że miała ochotę się rozpłakać.'






Krytyka Polityczna: Joanna Jędrusik - 50 twarzy Tindera

Krytyka Polityczna: Joanna Jędrusik - 50 twarzy Tindera

Cześć 😊 Sierpień to dla mnie trudny miesiąc – mam do oddania ponad dwadzieścia recenzji, do tego po raz kolejny trafiam na książkę, która mnie nie zachwyca, a wręcz odrzuca w sposób nachalny.

'Mieszkam w kawalerce: minimalizm, duże łóżko i koniecznie wanna. Spędzam w niej wiele wieczorów, czasem towarzyszy mi szklanka whisky, czasem papieros, a czasem jakiś facet.'

 50 twarzy Tindera to kolejna pozycja, na która szkoda tracić czas. Reklamowana, jako zabawny przewodnik po świecie damsko – męskich relacji w świecie Tindermanii. Określana mianem fascynującego poradnika. Niestety dobry marketing, ma niewiele wspólnego ze środkiem.
Autorka po ośmiu latach rozwodzi się z mężem, żeby odreagować, za namową znajomych zakłada konto w portalu randkowym i traci hamulce. Normalnym jest, że po rozstaniu następuje czas żałoby i odreagowania, jak po każdej stracie. Często ludzie znajdują nowe hobby, pasje, autorka Joanna Jędrusik także znalazła na to sposób.

‘Ulka mówi mi o Tinderze. Jacyś kolesie, zdjęcia, przesuwanie, nowa moda. Zupełnie nie rozumiem, o co jej chodzi i jak to – umawiać się na randki na podstawie zdjęć?! Tydzień później palec napierdala mnie od przewijania w lewo i w prawo.’


 W swojej autorelacji, bohaterka nie wstydzi się opisywać sceny seksu, nie boi się pisać o często żenujących wydarzeniach.  Mam wrażenie, że za cel swój cel, pod pretekstem znalezienia partnera, postanawia przespać się z tymi 60% , którzy nie mają partnera (jak badania dowodzą pozostałe 40% ma).
Większość opisów dotyczy nie randek, a po prostu umawiania się na seks. Mężczyzn, z którymi się spotyka ocenia w sposób mocny, dosadnie to argumentując. Żaden nie jest dość dobry – złość z ex przenosi na pozostałych przedstawicieli gatunku.
 ‘Książka reklamowana jako Bridget Jones na ostro’ – jest wulgarnym, słabym językowo tworem, który z zabawną komedią nie ma nic wspólnego. Autorka sili się na zabawne tony, ale wypływa z nich bardziej złość i gorycz. Mnie osobiście całość nie bawi, a wręcz odpycha.



Ambasadorka kosmetyczna: kampania Instituto Espanol

Ambasadorka kosmetyczna: kampania Instituto Espanol

Cześć 😊 Kiedyś głównie testowałam kosmetyki, teraz przeszłam na książki. Ciężko jest być prawdziwą recenzentką kosmetyczną, kiedy firmy oczekują pozytywnych recenzji. Jestem świadomym konsumentem i nie lubię oszustwa. Jednak jest portal, na którym lubię zgłaszać się do testów – Ambasadorka Kosmetyczna.
Zasady są bardzo proste:
1.       Rejestrujemy się na stronie.
2.       Zgłaszamy się do wybranej kampanii.
3.       Czekamy na ogłoszenie wyników…. i paczkę.
4.       Recenzje i testy publikujemy w social mediach według wytycznych.
Dziecinnie łatwe, prawda?! Dodatkowo najlepsze   ambasadorki (tak nazywają się wybrane testerki), otrzymują paczki z kosmetykami, a nawet spotkania z gwiazdami jako nagrodę.


 W lipcu, po chwilowej przerwie zgłosiłam się do testów trzech  balsamów z Instituto Espanol. Niektórym z Was mogą być już znane, dla innych to nowość. Styczność z tą marką mam od 2017 roku, wtedy wkroczyła na polski rynek. W paczce otrzymałam Urea Balsam do ciała, Aloesowe nawilżające mleczko do ciała i Mleczko regenerujące z kolagenem. Wszystkie trzy mają pojemność 100ml, więc są idealne do samolotu (zwłaszcza do bagażu podręcznego) i bardzo wydajne, więc powinny spokojnie wystarczyć w ciągu siedmiodniowego urlopu. Opiniować zacznę od moich ulubieńców.



Urea balsam do ciała 10% mocznika. Wyższy procent nawodnienia.

 Jest to mój faworyt, właśnie dzięki mocznikowi. Jako posiadaczka suchej i rogowaciejącej skóry kosmetyki z mocznikiem powinny być podstawą mojej pielęgnacji. Na opakowaniu jest napisane Leche (hiszpański – mleko) i właśnie taką ma konsystencję jak nawilżające mleczko, ale samo w sobie nie jest wodniste, jest treściwe – bogate (tak określa się to w terminologii kosmetycznej) i łatwo się rozprowadza.
Pachnie typowo kosmetycznie, nawilża przez długi czas i nie zostawia tłustego filtru. Nie ma obaw, że pobrudzi ubranie lub będzie się lepić.
Latem fajnie regeneruje skórę po opalaniu, a zimą chroni przed wysuszeniem. U mnie pomógł na drastycznie wysuszone i spękane kostki oraz łokcie, skóra odzyskała swój naturalny kolor już po tygodniu codziennego stosowania.

Balsam do ciała z kolagenem i ekstraktem ze śluzu ślimaka.

 Za zadanie ma nawilżać, wygładzać i zapobiegać szybkiej utracie wody (wnika do drugiej warstwy skóry). Zapobiega przebarwieniom, zmniejsza zmarszczki i zapobiega powstawaniu nowych. Testuję go tak naprawdę nieregularnie, jednak zauważyłam, że po nałożeniu skóra jest gładka, rozświetlona  i wygładzone. Przyjemnie się głaskać po miękkich ramionach. Co prawda to balsam do ciała i rąk, ale używam też do twarzy – w końcu tam też są zmarszczki 😉
 Pachnie słodko, bardzo przyjemnie, zapach zostaje na skórze po użyciu. Jest podobnej konsystencji jak ten z mocznikiem, ale jest lżejszy. Szybciej i łatwiej się go rozprowadzą, szybciej też się wchłania.

Aloesowe nawilżające mleczko do ciała.

To że jest ostatnie, nie oznacza, że jest złe. Nie jestem o prostu fanką aloesu. Dałam się ponieść fali, kupiłam nawet holika holika, ale po czasie nie widzę większych efektów. Natomiast aloes pomógł mojemu M. na oparzenie słoneczne – szybko złagodził zaczerwienioną skórę.
Ten balsam produkowany jest z czystego aloesu i ma właściwości regenerujące i ochronne. Rekomendowane jest wmasowanie w skórę i poczekanie na wchłonięcie. Ma podobną, o ile nie taką samą konsystencję jak balsam z kolagenem. Pachnie odżywczo, ale tak zielono, roślinnie (jeśli wiecie o czym piszę). Łatwo rozprowadza się na skórze i szybko wchłania. Pozostawia po sobie odżywienie, gładkość. Myślę, że jest idealny jako balsam po opalaniu, zwłaszcza, że wspomaga regeneracje nawilżonej skóry – jest to idealny partner do letnich wojaży.


Stacjonarnie możecie je dostać w sieci drogerii Vica w oddziałach stacjonarnych i na stronie online www.vica.pl w zawrotnej cenie 5,99 zł.

Ważne! Kosmetyki są testowane dermatologicznie, ale nietestowane na zwierzętach.
 Wydawnictwo Novae Res: Ewelina Kluss, Marta Prokopek - Pyśk - Plan Huberta

Wydawnictwo Novae Res: Ewelina Kluss, Marta Prokopek - Pyśk - Plan Huberta

Cześć :) Czasami zdarza się, że spotkają się dwie osoby, które czują się w swoim towarzystwie tak naturalnie, jakby były ulepione z jednej gliny. Razem oddychają, myślą w tym samym momencie to samo, a gdyby tak napisały książkę? Dwie wykształcone i piękne przyjaciółki, Ewelina Kluss i Marta Prokopek – Pyśk i ich wspólne dziecko - Plan Huberta. Myślę, że może się Wam spodobać.

‘”Na razie wszystko mam pod kontrolą” – przekonywała w myślach samą siebie, kiedy nagle poczuła ciepłą dłoń Huberta w swojej dłoni. Zatrzymała się zdumiona i spojrzała na niego z pytaniem w oczach. A on w odpowiedzi zbliżył swoje usta do jej ust, delikatnie ją pocałował i wyszeptał:
- Dziękuję.’



 Hubert Kalwin to człowiek urodzony pod szczęśliwą gwiazdą. Piękna żona i ukochany syn, a z drugiej strony sukcesy zawodowe. Prezesura w firmie Well’n’More i wręcz rodzinne relacje z szefem, czego można chcieć więcej? Jednak poukładane życie zaczyna go uwierać, chce więcej i to jak najszybciej, a to nie zawsze wiąże się z uczciwym podejściem. Hubert ma plan, a sprawa może nabrać tempa, gdy zostaje zatrudniona, bezpośrednio mu podległa nowa dyrektor marketingu – Olga.
Dziewczyna nie ma łatwo, jej życie to pasmo raczej upadków niż wzlotów. Intratna propozycja pracy, przystojny prezes i widmo rychłego bogactwa, ale i szczęścia nadszarpnie jej moralność.
Mówi, się, że w miłością nie rządzą żadne zasady, ale czy takie postępowanie pozwoli na odnalezienie prawdziwego uczucia?


‘”Każdy diament był kiedyś zwykłym węglem. A niejeden diament okazał się tylko ładnie oszlifowanym szkiełkiem” – przemknęło jeszcze Oldze przez głowę, zanim miarowe bujanie samochodu na nierównej lubelskiej drodze wprowadziło ją w stan niespokojnej drzemki.’

 Po raz kolejny okazuje się, że streszczenie na okładce, ma niewiele wspólnego z treścią. Plan Huberta jest reklamowany jako ‘Gorący romans z paragrafem w tle’ i w mojej ocenie nie jest to prawda. Książka jest historią nie Olgi, a Huberta, to on jest głównym bohaterem. Dodatkowo gatunek zaszufladkowałabym do kryminału z wątkiem miłosnym i w sumie to koniec mojego marudzenia!
 Nie wiem jak zrobiły to autorki, ale całość jest świetna. Niebanalny pomysł, został w pełni wykorzystany.
Nie dostajemy nic na tacy, napięcie jest dozowane, każdy rozdział, to fragment układanki, który musimy dopasować i złożyć w całość. Kreacja bohaterów jest fenomenalna. Relacje i powiązania pomiędzy nimi sprawiają, że żadna z postaci nie jest zbędna. Wprowadzony  jest mocno plastyczny kalejdoskop postaci, które przechodzą przemianę w trakcie całej akcji. U Huberta wychodzą na jaw najgorsze cechy, okazuje się manipulantem, walczącym tylko o swoje cele. Olga z pewnej siebie kobiety sukcesu, zmienia się w uzależnioną od innych marionetkę. Lidia z mimozy, staje się swoim przeciwieństwem – co zaskakuje nawet ją. Jednak moją ulubioną postacią jest Emi – pewna siebie, zadziorna, inteligentna, a z drugiej strony mocno kobieca. Jej postać rozsiewa pozytywne fluidy i dodaje kolorytu. Dialogi są bardzo naturalne, nie zamęczają czytelnika. Często błyskotliwe, z ciętym językiem. Wulgaryzmy, które się w nich pojawiają są użyte z rozmysłem, a nie po to by zatuszować braki literackie.
 Wątek miłosny jest na wysokim poziomie, nie jest wulgarny, jest sensualny. Jednak czegoś brakuje by książkę zakwalifikować do romansów, nie jest on romantyczny, nie jest też erotyczny – stoi tak pośrodku. Sceny seksu nie są wyidealizowane, nikt się nad nimi nie rozczula, ale też nie są toporne. Całość czyta się bardzo przyjemnie. Przyjemny styl i dobra jakość tekstu, sprawiają, że kibicuję autorkom i czekam na kolejne części.



Czwarta Strona: Marta Radomska - Tego kwiaru jest pół światu

Czwarta Strona: Marta Radomska - Tego kwiaru jest pół światu


Cześć 😊 Są wśród nas takie osoby, które nie muszą czekać na piątek trzynastego by poczuć co to pech. Wrodzona zdolność do przyciągania nieprawdopodobnych zdarzeń, to talent nielicznych, zapraszam na spotkanie z Majką.



 Maja Kostrzewska ma jakiś wewnętrzny magnes dzięki, któremu kłopoty same ją odnajdują. Dopiero co rozstaje się  z mężem z powodu zdrady (z jej pracownicą), a za chwilę okazuje się, że jej ex już nie stąpa po tym świecie, a ona podejrzana jest o morderstwo.
Gdyby było mało, okazuje się, że ukochana babcia zostawia jej spadek, ale klucz do niego zawieruszył się w trakcie przeprowadzki. Wieść o skarbach szybko się rozchodzi, a chętnych na rodzinne precjoza jest więcej niż mogłoby się wydawać.
W tym samym czasie w jej życiu pojawia się Robert, który ma być balsamem na całe zło, ale czy tak będzie naprawdę? 

‘Omdleć i paść w poprzek chodnika, najlepiej tak, żeby się potknął - metoda praktykowana przez damy w dziewiętnastym wieku. Wtedy może działała, zwłaszcza że damy nie spieszyły się do obowiązków zawodowych i miały większą wprawę w pełnym wdzięku omdlewaniu. Znając własny wdzięk, huknęłabym głową o chodnik, doprowadzając do mało romantycznego wzywania pogotowania. Za randkę z gipsem dziękuję bardzo.’
 Tego kwiatu jest pół światu to zabawna historia o poszukiwaniu swojej drugiej połówki i próbie walki z prześladującym pechem. Perypetie głównej bohaterki potrafią rozbawić, a ciąg zdarzeń jest nieprawdopodobny – lecz nie niemożliwy. Autorka stworzyła realną historię i jak w dobrym kryminale, napięcie narasta z każdą stroną. Dodatkowe informacje i poszlaki zapewniają zwroty akcji, a zakończenie wcale nie jest takie oczywiste.
 Prawdziwy świat z kalejdoskopem barwnych postaci porwie nas na dobre. Przyjemny styl, dopracowane i naprawdę zabawne dialogi nie pozwolą nam odłożyć tej książki przed jej końcem. Naprawdę polecam, idealna pozycja by zabrać ją na urlop.
Wydawnictwo Zysk i S-ka: Dorota Pasek - Dziewczyna od trawnika

Wydawnictwo Zysk i S-ka: Dorota Pasek - Dziewczyna od trawnika

Cześć 😊 Przyjęło się, że literatura kobieca musi być lekka, łatwa i przyjemna, jednak Dziewczyna od trawnika Doroty Pasek wyłamuje się z tego stereotypu. Schemat i historia są podobne, jednak jej poprowadzenie czyni z tej książki wyjątkową i wartą uwagi.
'Marysia odetchnęła. Jeszcze przez chwilę myślała o jego oczach i o tym, że przekroczyli jakąś granicę, barierę, która do tej pory ich oddzielała. Rozmawiali, ale nigdy jej nie dotknął tylko po to, by dotknąć, by poczuć, że są tuż obok siebie. Ona i on.


Marysia Tamulska to tytułowa dziewczyna od trawnika, pracuje jako ogrodnik w ‘Rezydencji Różowej’, jednak płacą jej tak niewiele, że czasu starcza tylko na koszenie trawy. Pewnego dnia zamiast jej gburowatego zleceniodawcy, na werandzie domu pojawia się Adam – nowy właściciel, a zwiastuje to głośna muzyka, zagłuszająca spokój tego miejsca. Dziewczyna dosadnie mówi mu, co myśli o takim zachowaniu i nawet to, że ubrany jest w same bokserki jej nie peszy. Od tego momentu będą prowadzić utarczki słowne, w momentach, kiedy Adam będzie opuszczał miejską dżunglę i zaszywał się na wsi.
Zadziorna i nieustępliwa Marysia, będzie intrygowała biznesmena, ale oboje mają za sobą trudną przeszłość i skrywają pewne tajemnice. Czy Marysia da szansę Adamowi, nawet jeśli jest on częściowo sprawdzą jej nieszczęść w przeszłości?

'-Jesteś taka porządna, dziewczyno od trawnika - powiedział cicho, sięgnął po jej dłoń, pochylił się i pocałował. Przez krótką chwilę Marysia patrzyła na jego głowę i wzruszenie ścisnęło jej krtań.'


 Dorota Pasek nie tworzy łzawego romansu. Ta książka nie jest lekka. W swojej historii porusza takie tematy, jak przemoc w rodzinie czy uzależnienie. Psychologiczny aspekt książki wspiera ofiary, pokazuje, że nie powinny się wstydzić szukać pomocy, czy obwiniać za nieszczęścia. Marysia zostaje ciężko doświadczona przez los. Wcześnie traci rodziców, później jej małżeństwo nie jest bajką o jakiej marzyła, a na końcu traci dwie bliskie sobie osoby. Jedynym wsparciem zostaje brat, u którego mieszka i który pomaga stanąć jej na nogi. Najbardziej lubi spędzaj czas pracując w ogrodzie, unika towarzystwa ludzi, ale dzięki nowej znajomości zaczyna się otwierać i rozkwitać. Jednak by móc w pełni cieszyć się nowym, musi zamknąć stary rozdział i uporać się z powracającymi demonami przeszłości.
Adam, jest bogaty, przystojny i pewny siebie. Wydawałoby się, że ma wszystko. Jednak okazuje się, że jego dzieciństwo nie było tak różowe, a występki jego przyrodniego brata są barierą by zdobyć serce Marysi. Jest bardzo konsekwentny i uparty, nawracająca przeszłość kładzie mu kłody pod nogi – nie zniechęci go to by walczyć o szczęście.


 Pisarka nie wprowadza wielu bohaterów i w sumie bardzo dobrze, każdy z nich ma swoje określone miejsce i rolę, dopełniając historię. Postacie są mocno realistyczne i przemyślane, poznajemy ich przeszłość i widzimy jaką przemianę przechodzą w trakcie trwania akcji. Duży plus za dialogi, które wypadają naturalnie. Książka zmusza do nostalgii, przemyśleń, ale przywołuje także cień uśmiechu.
Podoba mi się, że nie dostajemy nic na tacy, a przeszłość osób poznajemy stopniowo, powoli odkrywane są przed nami karty –  to potęguje napięcie i uatrakcyjnia historię.
 Autorce udało się zbudować napięcie między bohaterami i je stopniować, aż do momentu wrzenia. Sceny seksu są opisane sensualnie – nie są rozwleczone, nie są toporne, ale nie podoba mi się opis penisa jako pulsującej wieży. Dużo lepiej wyglądałoby słowo członek, penis, męskość – ale ta wieża dodaje trochę komizmu. Z przyjemnością sięgnę po wcześniejszą książkę, tę oceniam 4/5.
Wydawnictwo Marginesy: Jakub Ćwiek - Szwindel

Wydawnictwo Marginesy: Jakub Ćwiek - Szwindel

Cześć😊 Żyjemy w czasach, kiedy usługodawcy próbują przyciągnąć nas do siebie różnymi promocjami i gratisami, w zamian za oznaczenie się w lokalu, pobranie aplikacji, czy założenie karty lojalnościowej. Większości z Was po takim spotkaniu jest pewnie po prostu miło, ale czy zastanowiliście się kiedyś, że za często za ciasto sprzedajecie swoje wszystkie dane? Szwindel Jakuba Ćwieka to historia, która powinna być przestrogą.

‘Znał ten stan, to uczucie, miewał tak już wcześniej. Zupełnie jakby jego umysł stanowczo odmawiał powrotu do normalnego życia, jakby pragnął jedynie pozostać w rybie stuprocentowego gracza. Tyle, że pomyślał Marcin, dotąd zdarzało się to wyłącznie po długich numerach, nigdy po zwykłej przygrywce.”


 Główny wątek Szwindla to działania zorganizowanej grupy oszustów, która na swój cel obiera dobrze wyselekcjonowane jednostki tzw. Gapów. Pewnego dnia do grupy dociera wiadomość, że w zakładzie opiekuńczym umiera jeden z jej założycieli, który rozpłynął się w przeszłości jak mgła nad łąką. Zostaje po nim tylko zeszyt i syn, który by otrzymać spadek ma sam na niego zapracować, a kwota to niebagatelna, bo prawie pół miliona. Ruszają przygotowania do akcji.

‘Nie uważam, by ludzie naprawdę oczekiwali od innych szczerości. Owszem, tak mówią, ale gdy tylko ją dostają, prawda zaczyna wprawiać ich w zakłopotanie, odbiera im pewność i nadzieję.’

 Książka porusza drażliwy temat oszustów i to nie tylko internetowych. Czasami jesteśmy tak zaślepieni wizją darmowych gadżetów czy posiłku, że korzystamy z niezabezpieczonych sieci, pobieramy aplikacje, którym dajemy dostęp do wszystkich danych w telefonie – bez jakiegokolwiek poczucia niebezpieczeństwa.
 Jakub Ćwiek przedstawia nam model działania takich grup, łatwość z jaką poszukują ofiary i jej dziecięcą naiwność, która pozwala im dopiąć swego celu. W książce wątek główny przeplata się z pobocznymi, nie poznajemy bohaterów w stu procentach, ponieważ skrywają się oni za pseudonimami. Nie wiemy kim są, co robią. Ich opis także nie jest adekwatny, ponieważ wielokrotnie zmieniają swój image do pełnionej roli w przygrywkach i zadaniach. Autor porusza ciekawy temat, ale mnogość wątków i bohaterów w pewnym momencie zaczyna przytłaczać i wprowadzać chaos.
Myślę, że skupienie się na kilku większych akcjach i ograniczenie liczny osób, wpłynęłoby na czytelność całej historii i wartkość akcji. Całość jednak wynagradza research, który zrobił autor przed podjęciem tego tematu i jego świetny styl. Książka pomimo zagmatwania, jest napisana wyborowym językiem, o który nie tak łatwo, wśród aktualnych twórców. Dialogi wypadają naturalnie, nacechowane są emocjami odpowiednimi do danego momentu, a opisy ubarwiają akcję. Przyznam, że to pierwsze spotkanie z Ćwiekiem i wypadło przyzwoicie.
Jeśli chcecie swój egzemplarz to na www.czytampierwszy.pl, jest jeszcze kilka sztuk.

'- Gap to ten, kogo zwykło się nazywać ofiarą numeru - zaczął tłumaczyć Karwasz. - To ten, kto ostatecznie kończy bez pieniędzy, za to z cenną lekcją.'



Wydawnictwo Albatros: Beth O'Leary - Współlokatorzy

Wydawnictwo Albatros: Beth O'Leary - Współlokatorzy

Cześć 😊 Wczoraj, w sumie to już dzisiaj, nie spałam do 2:00 godziny, bo tak wciągnęli mnie Współlokatorzy i ich historia. Tiffy i Leon się nie znają, ale w jednym mieszkaniu i łóżku sypiają. Przezabawna i pełna ciepła komedia romantyczna, której nie sposób odłożyć na półkę.

'Irytująca babka, bez dwóch zdań. No i kobieta, co może się nie spodobać Kay. Ale dzwoniły jeszcze tylko dwie osoby: pierwsza pytała, czy mam coś przeciwko oswojonym jeżom (odpowiedź: nie, dopóki u mnie nie mieszkają), a druga to na sto procent handlarz narkotykami (nie, nie jestem przewrażliwiony – gość chciał mi sprzedać prochy podczas naszej rozmowy).'

 
 Tiffany, a właściwie Tiffy, ma nie lada zagwozdkę. Musi wyprowadzić się od byłego chłopaka, pomimo, że ciągle wierzyła, że do siebie wrócą. Zawsze tak było, ale tym razem przyprowadził do domu nową dziewczynę i nie ma już odwrotu.
 Leon pilnie potrzebuje pieniędzy, jego brat przebywa w areszcie, a nocne zmiany nie przynoszą takiej dużej ilości gotówki, by opłacić rachunki za prawnika. Postanawia zarobić na wynajmie, ale jest jeden problem, mieszka w małym, zagraconym mieszkanku.
 Życie tej dwójki krzyżuje się, kiedy ograniczone fundusze Tiffy, doprowadzają ją do nietypowego ogłoszenia. Do wynajęcia mieszkanie w godzinach 18:00-8:00 i w weekendy – czyli czas, w którym Leon przebywa w pracy. Chociaż dla znajomych tej pary to absurd, oni podejmują wyzwanie. Jest tylko jeden warunek, mają się nigdy nie spotkać. Los bywa przewrotny, te dwie potencjalnie obce osoby dzielą ze sobą łóżko, a pewnego dnia zaczynają pisać do siebie liściki i gotować sobie nawzajem. Trwają w tym samym miejscu, ale w innych strefach czasowych. Dzięki obserwacji otoczenia, poznają swoje zwyczaje. Czy dojdzie do złamania podstawowej zasady rządzącej tym układem?

'Podchodzi bliżej, swobodnie i bez pośpiechu. Czasami dostrzegam w nim niespodziewaną pewność siebie – nieczęsto ją okazuje, ale kiedy to robi, nie mogę mu się oprzeć. Gdy mnie całuje, robi mi się jeszcze cieplej.'
 
 
 Współlokatorzy jest pełną ciepłą i humoru historią. Autorka stworzyła bardzo przemyślanych bohaterów, których nie sposób nie lubić. Dialogi czyta się z przyjemnością, a każda z postaci w książce jest barwna i ma swoje określone miejsce.
Tiffy jest ekscentryczką, nosi kolorowe, z założenia niepasujące do siebie ubrania, jest głośna i nie sposób jej nie zauważyć dzięki wysokiej posturze. Ogniste włosy współgrają z jej temperamentem.
Pracuje jako redaktora w wydawnictwie, a w stresujących momentach dużo piecze. Jej jedynym mankamentem jest jej były, zazdrosny chłopak Justin.
Leon to całkowite przeciwieństwo dziewczyny, to introwertyk. Nie lubi hałasu, zwracania nadmiernej uwagi i niewiele mówi. Większość ma go za samotnika i mruka. Jednak tak naprawdę jest bardzo uczuciowy i troskliwy, zwłaszcza w stosunku do pacjentów w hospicjum, w którym pracuje.
Postacie w trakcie całej akcji przechodzą przemianę, Tiffy staje się mocno pewna siebie, pomimo wcześniejszych złych wspomnień, uświadamia sobie, że to nie ona była problemem w poprzednim związku. Leon rozlicza się ze swoją przeszłością, rozkwita i staje się bardziej otwarty.
Na uwagę zasługują poboczni bohaterowie, tacy jak Mo i Gerty, którzy pomimo ról drugoplanowych mocno odciskają swoje piętno na głównym wątku.
 Autorka zwraca uwagę na poważny problem przemocy psychicznej w związku, jaką stosował Justin. Na podstawie przeżyć Tiffy i wspomnień, tworzymy całą układankę. Symptomy, charakterystyka i opis jak sobie radzić z agresorem, jest ważną lekcją i przestrogą. Często ofiary nie wiedzą, że nimi są dopóki się nie uwolnią od przeszłości. W prosty sposób pokazane są różnice pomiędzy miłością, a przyzwyczajeniem, miłością, a obsesją. W opozycji do tego stoi obraz wręcz romantycznej miłości, gdzie partnerzy dbają o siebie, a pożądanie jest elementem związku, nie obowiązkiem.
 Napięcie, które powstaje pomiędzy postaciami jest naturalne, nie jest wydumane, czy sztuczne. Nie pojawiają się typowe sceny seksu, ale bliskość pomiędzy bohaterami opisywana jest w bardzo dobrym stylu, nie jest wulgarna i nie wprawia w zażenowanie.
Mogę polecić z czystym sumieniem.
 



Copyright © 2014 Patriseria , Blogger