Pielęgnacja w stylu ZERO WASTE

Pielęgnacja w stylu ZERO WASTE

Cześć 😊 Większa świadomość w kwestii dbania o środowisko, przekłada się na różne dziedziny życia i pobudza do życia takie ruchy jak Bio, Eko czy właśnie Zero Waste. Producenci kosmetyków (przynajmniej część) już od jakiegoś czasu dbają o skład produktów jakie nam serwują, ale pod naporem większej świadomości społeczeństwa zaczynają pakować swoje produkty do pojemników przyjaznych środowisku. A co, gdyby tych opakowań nie było w ogóle? Czy da się zrobić szampon w formie stałej? Już spieszę z odpowiedzią: Otóż się da!  Pierwsze spotkanie z Szamponami w kostce miała w 2015r w Londynie w sklepie Lush – cóż to za piękne miejsce. Dziś na tapecie mam rodzimą firmę www.naturologia.pl i dwa szampony Odżywczą Malinę i Oczyszczający Skrzyp, pakowane w zwykłe torebki z brązowego papieru.


Szampon w kostce Odżywcza Malina
Delikatny szampon do włosów suchych i wymagających. Dobrze się pieni i oczyszcza włosy, nie powodując ich plątania. Szampon wzbogacony jest o olej jojoba, olej awokado i d-panthenol.

INCI: Sodium Cocoyl Isethionate, Theobroma Cacao (Cocoa) Seed Butter, BTMS (Behentrimonium Methosulfate (and) Cetearyl Alcohol), Punica Granatum Flower,Persea Gratissima (Avocado) Oil, Sodium Alginate, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, D-Panthenol, Parfum.


Użycie tego kosmetyku jest banalnie proste. Wystarczy pocierać kostkę w mokrych dłoniach, aż do wytworzenia piany, która trzeba wmasować w wilgotne włosy i skórę głowy. Żeby ponownie móc schować szampon do torebki przyda się podstawka pod mydło, na której postawimy wilgotną kostkę i pozwolimy jej wyschnąć.
Chciałam przeprowadzić jak najdokładniejszy i najlepszy test, więc po myciu nie użyłam odżywki ani maski. Mam włosy średnioporowate – czyli plączą się, są suche, mają tendencję do rozdwojonych końcówek, potrafią być suche. Dodatkowo w przypływie dziwnego pomysłu, poszłam do nowej fryzjerki zrobić sombre – są więc mocno przesuszone na końcach.

Po otwarciu opakowania, pierwsze wrażenie to takie, że szampon fajnie leży w dłoni i naprawdę pięknie pachnie. Zapach jest soczysty i słodki, a do tego ma fenomenalny skład.
Spienienie tej kostki nastręczyło mi trochę trudności, ale rozprowadzenie piany było łatwe. Zrobiłam sobie delikatny masaż skóry głowy i zostawiłam na chwilę kosmetyk na włosach. Po spłukaniu, wycisnęłam włosy w ręcznik i zostawiłam do naturalnego wyschnięcia, a dopiero później je rozczesałam. Tu było moje zaskoczenie, włosy rozczesywałam tak samo jak zwykłe – tu nie widziałam dużej różnicy, miałam natomiast wrażenie, że są w dotyku gładsze.  Początkowy zapach maliny na włosach się nie utrzymał, ale pachniały w dalszym ciągu czymś słodkim i przyjemnym.
Zaskoczenie przyszło później, bo włosy przestały się tak bardzo plątać w ciągu dnia i pozostawały świeże, przez 3dni. Zazwyczaj myję głowę co 2-gi dzień.

Koszt tej kostki to 35zł za 70g, producent rekomenduje użycie na 50myć, ale widziałam komentarze na forum, że jedna pani używała go ponad rok, więc cena jest kusząca! Do kupienia tutaj



Szampon w kostce Oczyszczający Skrzyp
Delikatny szampon w kostce ze spiruliną, inuliną, masłem shea, olejem ze skrzypu polnego i innymi bogatymi dla włosów składnikami. Ma delikatny ziołowy zapach i obficie się pieni.

INCI: Sodium Cocoyl Isethionate, Shea Butter, Theobroma Cacao (Cocoa) Seed Butter, Rassal (Montmorillonite) Clay, Vitis Vinifera Seed Oil, Equisetum Arvense Extract, Spirulina Platensis Powder, Inulin, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Salvia Sclarea Oil, Mentha Piperita Leaf Oli, Lavandula Angustifolia (Lavender) Oil, Linalool*, Limonene*, Geraniol*.

* naturalny składnik olejku eterycznego uwzględniony w wykazie INCI zgodnie z 7 poprawką do Dyrektywny Kosmetycznej UE.


Ponownie po otwarciu opakowania, pierwsze wrażenie to takie, że szampon dobrze leży w dłoni i naprawdę przyjemnie pachnie. Zapach jest ziołowy, ale przyjemny, przebijają się przez niego nuty mięty pieprzowej, ale z takim słodkim aromatem. Ma także, jak jego poprzednik, świetny skład.
Tym razem zarówno spienienie kostki jak i rozprowadzenie piany było łatwe – tak jak obiecał to producent.  Podczas mycia zrobiłam sobie delikatny masaż skóry głowy i zostawiłam na chwilę kosmetyk na włosach. Po spłukaniu, wycisnęłam włosy w ręcznik i zostawiłam do naturalnego wyschnięcia, a dopiero później je rozczesałam. Włosy rozczesywałam tak samo jak zwykłe, w dotyku były bardziej wygładzone na całej długości. Nasada włosów mocniej się u mnie przetłuszcza, tym razem miałam wrażenie, że przy samej głowie są tempe i takie matowe w dotyku. Ziołowy aromat ustąpił, słodszym nutom. Miałam też wrażenie czystości skóry głowy, większej niż przy jego poprzedniku.
Włosy pozostawały świeże, przez 4 dni i myślę, że dłuższe jego używanie poprawi ich kondycję, a nawet wzrost dzięki zawartym składnikom.

Koszt i tu miłe zaskoczenie 29zł za 70g, czyli mamy rok mycia głowy w cenie 2 butelek szamponu drogeryjnego. Do kupienia tutaj






Burda Ksiażki: Agnieszka Lingas - Łoniewska - Kastor

Burda Ksiażki: Agnieszka Lingas - Łoniewska - Kastor

Cześć 😊 Przystojni mężczyźni, atrakcyjne kobiety, potajemne walki MMA, czy to nie brzmi intrygująco (przynajmniej dla tej żeńskiej części)? Zapraszam na spotkanie z niepokonanym Kastorem i jego mroczną tajemnicą.


"- Gdzie ja cię znalazłem, mała?
- W piekle.
- Cholernie ciekawe miejsce, samych fajnych ludzi tam spotykam."

 Konstanty Lombardzki jest niczym super bohater - w dzień odnoszący sukcesy biznesmen, należący do grona najbogatszych Polaków, w nocy zaś zawodnik nielegalnych walk MMA pod pseudonimem Kastor. Twardy, niepokorny i niepokonany – nie okazuje emocji, a ludzie potrzebni są mu do osiągania swoich celów.
 W opozycji do niego stoi Anita Sokół, tancerka i hostessa w firmie Polluksa, a od niedawna zasila także szeregi pracowników porządkowych, jego przyjaciela Kastora. Od pierwszego spotkania wpada w oko biznesmenowi i zauważają to wszyscy wokół. W końcu dochodzi do nieuniknionego i w wchodzą w związek, jednak tajemnice, które skrywają przeszkadzają im w zbliżeniu się do siebie.

„- Zrób, to Kastor. Dotknij mnie. Oczyść mnie. Pokaż im – szeptała i poruszała moimi palcami w swojej gorącej cipce.
- Zrób to sama. Załatw ich, mała – powiedziałem ochrypłym szeptem. Bawiła się moimi palcami, masowała nimi łechtaczkę i wyginała się do tyłu.”
 

 Bez zastanowienia się sięgnęłam po tę książkę, kiedy pojawiła się na portalu www.czytampierwszy.pl– po dobrym wrażeniu, jakie wywarła na mnie Randka z Hugo Bosym, nie dopuszczałam takiej klapy. Autorka skorzystała ze schematów – on przystojny i bajecznie bogaty, ona tak samo śliczna jak i przerażona, dziewczyna ze śródmieścia. Schematy nie są złe, jeśli ma się na nie dobry pomysł. W tym przypadku mam wrażenie, że książka była pisana na szybko, bez planu i jej potencjał nie został w pełni wykorzystany. Dodatkowo książka zawiera playlistę i dopisane utwory do każdego rozdziału – ten sam motyw widziałam już u Katy Evans w serii Manwhore.
 Bohaterowie są niedopracowani i po prostu płytcy. Nie poznajemy od razu ich całej historii. W prawie każdym rozdziale pojawia się wstawka z przeszłości, dzięki, której możemy ułożyć całą układankę. Jednak te wstawki z przeszłości, wprowadzają zamieszanie, trzeba się dosyć mocno skupiać na treści. Pomimo, że narracja jest pierwszoosobowa, a akcja dzieje się dwutorowo (raz z perspektywy Kastora, a raz Anity) to ich wewnętrzne przemyślenia i rozterki w żaden sposób do mnie nie trafiają. Sam sposób prowadzenia historii oczami Konstantego jest słaby, pisanie z pozycji „bad boya” nie jest mocną stroną autorki. Toporny styl i naprawdę sporo wulgaryzmów. Żeby budować męską postać, nie trzeba używać rynsztokowego języka, przykładem jest ostatnia książka Tomasza Duszyńskiego Glatz. Po raz kolejny okazuje się, że kobieta nie jest w stanie stworzyć realistycznego, męskiego bohatera z mroczną naturą. O ile opisywanie kochanków nie jest problemem, to druga strona mocno kuleje.
 Dialogi prowadzone pomiędzy bohaterami też nie wypadają ciekawie. Sztuczne, mało intrygujące, zwłaszcza motywacyjne przemowy, brzmią tu mocno komicznie. Zapowiadane napięcie jest nieodczuwane, bohaterzy raz się widzą, za chwilę już mieszkają razem i wyznają sobie miłość – i chociaż jest wiele książek z podobną historią bohaterów, to zazwyczaj czyta się to z wypiekami na twarzy. Anita w jednym momencie jest przerażona, w drugim spędza czas w łóżku z Kastorem. Jest po pierwsza część z serii Bezlitosna siła i nie wróży ona niestety najlepiej.

„- Dla mnie to też nowość i pewnie po drodze wiele rzeczy spieprzę, bo nigdy z nikim nie byłem – wyznał.
- Jak to? – Ścisnęłam rożek kołdry i patrzyłam na niego szeroko otwartymi oczami.
- W ten sposób. Nie byłem nigdy w związku.
- Chcesz być ze mną w związku? – Zamrugałam. Czułam w głowie kompletny chaos.”


Wydawnictwo SQN: Tomasz Duszyński - Glatz (recenzja)

Wydawnictwo SQN: Tomasz Duszyński - Glatz (recenzja)

Cześć 😊 Ostatnio odkryłam komedię kryminalną jako gatunek literatury, nie wychodząc za bardzo z gatunku za sprawą www.czytampierwszy.pl trafiłam na retro kryminał. Na uwagę zasługuje fakt, że autor Glatz, bo to o nim mowa, jest dolnoślązakiem i tutaj też umiejscowił akcję swojej książki.


"Te dokumenty dotyczyły pana, Her Klein. Pańska przeszłość skrywa wiele tajemnic i wydaje się wręcz niewiarygodna, a jednocześnie budzi szacunek. Jest w niej jednak jeden szczegół, jedno powiązanie, które stawia pod znakiem zapytania pańską bezstronność."

 Glatz 1920r, malownicze miasteczko na dolnym śląsku, budzące się z mroków wojny. Ludzie jeszcze nie zdążyli otrząsnąć się po tych strasznych wydarzeniach, gdy profesor tutejszego liceum, w pewien wiosenny wieczór, znajduje na moście okaleczone zwłoki. Właśnie wtedy, na wezwanie burmistrza w miasteczku zjawa się Wilhelm Klein, który ma rozwiązać zagadkę i odnaleźć mordercę. Jest to nie lada zaskoczeniem dla miejscowych stróżów prawa i tym samym nie zjednuje mu sympatii. Okaleczony na wojnie, odpycha nie tyle co wyglądem, ale swoimi metodami.
 Do pomocy, przydzielony zostaje mu niepokorny wachmistrz Koschella, z którym tworzy całkiem udany duet. Z czasem okazuje się, że morderstwo na moście dopiero rozpoczyna krwawy spektakl. Każde kolejne miejsce zbrodni, zaczyna tworzyć na mapie tytułowego Kłodzka, geometryczne figury, rzuca to coraz nowsze podejrzenia, na niektóre mniejszości zamieszkujące miasteczko.
 Ludzie skłonni są szybko wydać werdykt, jednak sprawa ma drugie dno, a swój początek wiele lat wcześniej i ofiar jest więcej, niż by się mogło wydawać. Dodatkowo, ktoś bardzo mocno chce by Kleinowi i Koschelli powinęła się noga. Czy ponure tajemnice ujrzą światło dzienne?


'Wszyscy oprócz Kleina znów popatrzyli w tamtą stronę, jakby nie mogli uwierzyć, że zbrodnia, której pośrednio byli świadkami, może być jeszcze bardziej nieludzka.'

 Autor stworzył mocno klimatyczny, retro kryminał w dobrym stylu. Akcja już od samego początku nabiera tempa, ale ciągle gdzieś czuć tę ponurą tajemnicę.  Nieoczekiwane zwroty akcji, burzą raz przewidziany scenariusz i tworzą zamieszanie nie tylko w życiu bohaterów.
 Książka napisana jest po męsku, nie ma rzewnych, mdłych opisów, ale nie są one także ubogie. Duszyński by pokazać hardość bohaterów nie musi używać wulgaryzmów, cała budowa postaci jest tak konsekwentna i dopracowana, że męskość i hart ducha jest tu oczywista.
Nie rozdrabnia się na długie i na siłę ciągnięte dialogi – tam gdzie jest to konieczne dialog się pojawia, ale za to konkretny i realistyczny. Co najważniejsze, krew nie leje się tu strumieniami. Czasami pojawi się opis ciała denata, czy odcięte palce, ale nie tworzy to jatki, jak w teksańskiej masakrze.
Dzięki Glatz przeniesiemy się o stulecie, świetny research, pozwolił zbudować realistyczny świat. Autora proszę o więcej 😉

Wydawnictwo Muza: Agnieszka Pyzel - Okruchy lustra (recenzja)

Wydawnictwo Muza: Agnieszka Pyzel - Okruchy lustra (recenzja)


Cześć 😊 Dziś bez przydługiego wstępu, skoro pogoda się trochę zepsuła to zapraszam na mocno klimatyczną powieść, osadzoną w czasach PRL.


 Lata 80 XX wieku. Michalina, gnębiona uczuciem do Allana Wysockiego, dobrze rokującego pisarza,  zawala egzaminy w szkole aktorskiej. To zamyka jej drzwi do świata warszawskiej sceny teatralnej, niepewna jego czuć  i bez propozycji zawodowych, ucieka do G. Tam w prowincjonalnym teatrze nabywa doświadczenia i przy okazji poznaje Maćka. Mężczyzna jest starszym od niej, bardzo utalentowanym aktorem, z którym gra główną rolę w przedstawieniu. W końcu wspólne próby, przeradzają się w uczucie, jednak kobieta nie potrafi zapomnieć o Allanie i ciągle do niego wraca, wymyka się na weekendy. Kiedy Maciek poznaje prawdę i odchodzi, jej świat obraca się w gruzy – a ona uświadamia sobie, że kochała obu mężczyzn.
 Los daje jej jeszcze jedną szansę, zagraniczny kontrakt, rola napisana dla niej, jednak pewnie nieporozumienia sprawiają, że i tym razem rezygnuje z ukochanego. Czy los da im trzecią szansę?



„Oczywiście nie będę odkrywcą, kiedy powiem, że kocha się jedynie raz, a cała reszta, która przychodzi później, te relacje pełne zauroczeń i namiętności, są jedynie poszukiwaniem owego dziewiczego uczucia, którego nie wróci już nic.”

 Okruchy lustra to mocno klimatyczna powieść obyczajowa, z silnym wątkiem nieszczęśliwej miłości. W opozycji do pustych sklepowych półek i braków, stoi przepełnione uczuciami serce Michaliny. 
W przeciwieństwie do blichtru sceny, postawione są brudne i zatłoczone dworce i pociągi.
 Kobieta ślepo i uparcie wierzy w miłość, opętana jest wręcz toksycznym uczuciem, obsesją. Pielęgnuje w sobie miłość do Allana, nie dając innym do siebie dostępu, pozostałe relacje są powierzchowne i znikają tak szybko jak się pojawiają. Potrafi wyjechać z dnia na dzień, nie żegnając się z nikim. Jej egzystencja polega na sinusoidzie wrażeń, szczęściu w momencie kiedy jest z ukochanym i depresyjnej tęsknocie, kiedy jego nie ma obok. Idealizuje często po czasie, osoby, zdarzenia – zatraca rzeczywistość.
 Allan jest natomiast lekkoduchem, raz kocha i wręcz poetycko o tym zapewnia, raz lekceważy i znika, jakby nigdy nie istniała. Nie dał Michalinie dostępu do swojego prawdziwego ja, a ona wie tyle ile on jej pozwala o sobie wiedzieć. Ta tajemnica, odpływy i przypływy uczuć sprawiają, że przyciąga ją jak magnes.


„Miłość?- odparł Allan. Doskonale znam jej smak, zapach, jej kolory i pory roku, w których najsilniej trzyma i nie chce odpuścić, choćby człowiek był już bardziej samotny niż pies, bo obiekt jego miłości gdzieś sobie poszedł.”

 Autorka fenomenalnie buduje depresyjny klimat, oddający uczucia i życie bohaterki. Roztapiający się śnieg, błoto, brak towarów. Symbolem PRL staje się tu sałatka jarzynowa i wódka pita szklankami. Zaprasza nas do świata sceny, pokazuje, że aktorzy tworzą wielką rodzinę, która razem płacze i się śmieje, ale z drugiej strony to zamknięty świat – którego większość osób nie rozumie. Gdzie pod kolorowymi pawimi piórami, skrywają się zazdrość, rozpacz i morze alkoholu. Gdzie miesza się dzień i noc, a życie odliczają próby i premiery.
 Pierwszoosobowa narracja, prowadzi historię z pozycji bohaterki. Łatwiej pozwala zrozumieć co dzieje się w jej wnętrzu i wniknąć dogłębnie w ten kalejdoskop uczuć. Dobrze dobrane postacie, które są synonimem ‘tamtych’ czasów, świetna i dogłębna kreacja, a przy tym dialogi tak naturalne, jakby osobiście przysłuchiwało się rozmowom.
Książka jest trudna, jest przytłaczająca i pozostawia w czytelniku na długo jeszcze ten smutek, który przeziera z każdej strony. Myślę, że nie zrobię nadużycia jeśli napiszę, że ta historia domaga się ekranizacji.
Oficyna 4eM:  Marcin Szumowski - Niedźwiedzica z Baligrodu i inne historie Kazimierza Nóżki (recenzja)

Oficyna 4eM: Marcin Szumowski - Niedźwiedzica z Baligrodu i inne historie Kazimierza Nóżki (recenzja)

Cześć :) Myślę, że jest naprawdę niewiele osób, które nie widziały filmiku o bieszczadzkich niedźwiadkach - Lesiu i Grzesiu. Ich historia opisana właśnie jest w książce Niedźwiedzica z Baligrodu i inne historie Kazimierza Nóżki. Pięknie wydana. Twarda okładka, zdjęcia monochromatyczne jak i kolorowe, a w środku historie z puszczy i kniei.



 Początkowo myślałam, że będzie to książka typowo dla dzieci. Jednak, kiedy zobaczyłam jej format i ilość stron, poszła w zapomnienie, czego teraz naprawdę bardzo żałuję. Kazimierz Nóżka to wieloletni leśniczy z Baligrodu, który przeprowadza nas przez las, nie mający przed żadnych nim tajemnic. Leśnik personalizuje zwierzęta, nadaje im imiona i wyszukuje ludzkich cech. Żyje w zgodzie z nimi i dba o ich bezpieczeństwo. Oswaja nam taki gatunki jak wilki czy lisy, ale przestrzega przed niedźwiedziami.

"To niedźwiedzie, drapieżniki, tak samo niebezpieczne jak lwy czy tygrysy. Jeśli będą chciały, to zabiją cię jednym uderzeniem łapy. Ludzie myślą, że to takie misie z wieczorynki, dobroduszne grubaski, które chłepczą miód i przed spaniem piją szklankę mleka."

 Anegdotki i historie, które go spotkały, uatrakcyjniają bogato ilustrowany tekst. Z każdą opowieścią czuć miłość do zwierząt i pasję co do swojej pracy. Za każdym razem przypomina o szacunku do przyrody i tego co nas otacza. Głośno się o nim zrobiło, kiedy udostępnił swój pierwszy film za pomocą fanpage nadleśnictwa.

"Kazimierz ubrał się ciepło, włożył zieloną wełnianą czapkę, chwycił mały aparat fotograficzny i wyszedł z domu. To, co stało się zaraz potem, odbiło się głośnym echem daleko poza jego rodzinnym Bukowcem."




Autor (Marcin Szumowski), poznał leśniczego podczas kręcenia dokumentu o bieszczadzkich mieszkańcach tak też narodziła się przyjaźń i dzięki temu z wprawą bajarza zapoznaje nas z tym urokliwym miejscem. Książka nie opiera się tylko na świecie zwierząt, wiele historii dotyczy ludzi - swoistej symbiozy jaka łączy mieszkańców Bieszczad z leśną fauną i florą. Ciekawostki z zawodu leśnika i przybliżenie aspektów jego pracy, są niezwykle interesujące. Styl autora jest bardzo przyjemny, książkę się pochłania i ma się ochotę na więcej i więcej. Na uwagę zasługuje twarda oprawa wydania i piękne zdjęcia. Poetyckie opisy przyrody pobudzają tęsknotę za górami.

"Poranek następnego dnia był przepięknie błękitny. Wysoko nad szczytami unosiły się delikane bałwanki chmur. Świeże powietrze niosące zapach jodłowej żywicy wdzierało się przez uchylone okno w leśniczówce."

Ciekawostką jest, że na FB można śledzić profil współtworzony przez Kazimierza Nóżkę i Marcina Scelinę ‘Botanika’ i oglądać opisywane filmy, ze świata zwierząt czy zdjęcia, ze świata roślin. Obu panów łączy swoistego rodzaju przyjaźń, zarządzają sąsiadującymi nadleśnictwami i o ile Nóżka jest królem zwierząt, Scelina jest królem roślin – oboje wspierają się swoją wiedzą i oboje próbują zarazić ludzi swoją pasją.
Książka była dostępna na portalu www.czytampierwszy.pl


Oficyna 4eM:  Sławek Michorzewski - Miliarder

Oficyna 4eM: Sławek Michorzewski - Miliarder

Cześć 😊 Nadrabiam książkowe zaległości z www.czytampierwszy.pl. Dziś zapraszam na komedię kryminalną Miliarder Sławka Michorzewskiego.



"Maciejowi wydawało się, że cały świat teraz płacze nad jego losem. Losem nieudacznika i pierdoły. Jednak gdzieś w głębi podświadomości cały czas wierzył, że jest to etap przejściowy, a jego życie któregoś dnia się odmieni na lepsze."

 Maciej Kupczyk może przyciągać urodą i nienaganną prezencją, ale na tym jego zalety się kończą. To podręcznikowy przykład sieroty życiowej i nieudacznika – jeśli coś złego ma się przytrafić to zawsze w jego obecności. Niczym czarny kot sprowadza pecha na współtowarzyszy.
Zmęczony życiowymi niepowodzeniami, brakiem znajomych i zależnością od członków rodziny, chce zmienić swoje życie. Pewnego dnia, trafia na artykuł w prasie o oszustach podających się za spadkobierców samotnych miliarderów. Przypadkowo zbiega się to z informacją o chorobie słynnego szwedzkiego bogacza. Kupczyk nie bez przeszkód, wciela swój plan w życie. Nie za długo idzie mu się pławić w luksusie, okazuje się, że staje się celem kilku agencji wywiadowczych i każda chce się go pozbyć.

"Wyjście z auta musiało być spektakularne. Zamknął oczy, dwa razy wciągnął powietrze do płuc. - Raz, dwa, trzy - policzył na głos i szarpnął chromowaną klamkę. Popchnął drzwi najpierw lekko ręką, a później gwałtownie na całą szerokość nogą, tak żeby wszyscy mogli zobaczyć, kto przyjechał tym pięknym samochodem. W tym momencie przejeżdżające przez parking auto dostawcze urwało mu drzwi."


 Akcja powieści prowadzona jest kilkutorowo. Każdy rozdział to historia innego bohatera lub bohaterów, często wątki zazębiają się o siebie. Wartka akcja, często zmienia formę na bardziej statyczną. Książka zaliczana jest do gatunku komedii kryminalnych i byłaby fenomenalna, gdyby nie przekombinowanie. O ile postać samego Kupczyka jest pocieszna i interesująca, a jego magnes do przyciągania pecha potrafi rozbawić do łez, to postać karła mordercy jest po prostu nieciekawa.  Bohaterów można podzielić na tych naprawdę wyjątkowych i dobrze zbudowanych oraz postacie, których obecność nie jest konieczna. Momentami trup ściele się gęsto, innym razem dominują sceny nacechowane erotycznie, ale w jakiś taki kiczowaty i groteskowy sposób.
 Sam tekst czyta się przyjemnie, ale mam wrażenie, że momentami autor chciał, wręcz za bardzo, wywołać salwy śmiechu. Kończyło się to jednak na szoku i po trochu złości, że fajny wątek jest po prostu bezsensownie psuty. Myślę, że takie 6/10 jest sprawiedliwą oceną.



Copyright © 2014 Patriseria , Blogger